Najczęstsze oszustwa w pracy nad sylwetką

Nasz mózg jest specjalistą w wynajdowaniu dobrych wymówek i usprawiedliwień – wszystko by bezpiecznie tkwić w strefie komfortu. W wybranych wypadkach dochodzi do wypaczania istotnych faktów – w tym przypadku dotyczących spożywanych pokarmów czy treningu; ich wypierania bądź nadinterpretacji – konsekwencje są zawsze podobne, dotyczą braku jakichkolwiek efektów w pracy nad estetyką sylwetki. W jaki sposób oszukujemy się najczęściej?

Przeczytaj koniecznie:

Dietetyka nie oszukasz…

„Od poniedziałku wszystko się zmieni…”

Tymczasem na talerzu lądują fast foody i słodko-tłuste wypieki z ulubionej cukierni. Mało tego, zamiast skoncentrować się na przygotowywaniu planu działania mającego na celu poprawę estetyki sylwetki, zaczynamy myśleć o tych wszystkich smakołykach, których tak bardzo będzie nam brakować. Z takim podejściem z góry skazujemy się na porażkę. Wiadomo również, iż stałe wymyślanie terminu, w którym zaczniemy pracę nad swoją sylwetką, to tylko puste słowa mające na celu odsunąć na bok niewygodną prawdę – dotyczącą wyglądu, zdrowia i niezadowolenia z całokształtu. Samo wyznaczenie daty nic nie zmieni – trzeba jeszcze szczegółowo opracować sposób działania i nieco przemyśleć swoje podejście do jedzenia.

„W sumie to jem mało, ale nie chudnę”

Czasem faktycznie zdarza się, że osoby pracujące nad estetyką sylwetki na skutek długotrwałego deficytu kalorycznego – czasem nawet zbyt głębokiego, osiągają pewien impas, z którym nie potrafią sobie poradzić. Jednakże w przypadku osób dopiero rozpoczynających zmagania z własnymi słabościami, często umykają z pamięci spożywane pokarmy. A to batonik zjedzony na stacji benzynowej, a to ciasteczko schrupane u sąsiadki, kawałek pizzy u znajomych etc. – tego typu nieplanowane i spontaniczne przekąski umykają nam najczęściej. Zwłaszcza jeżeli są to pokarmy mało sycące albo też wyzwalające apetyt – jak np. słodycze czy słone przekąski. Warto dlatego jeść świadomie – nie wykonując przy tym innych czynności, takich jak choćby czytanie czy oglądanie telewizji (są to najczęstsze sytuacje, kiedy mechanizmy kontroli nie działają sprawnie).

„Nie jest jeszcze tak źle ze mną, inni wyglądają gorzej”

Porównywanie się z innymi, to w istocie poruszanie się po bardzo niebezpiecznym gruncie – zwłaszcza jeśli chcemy się dowartościować kosztem innych osób, a nie szukać motywacji i inspiracji do działania. Zawsze znajdzie się ktoś grubszy, chudszy czy mniej reprezentatywny – ale trzeba pamiętać, że działa to też w drugą stronę. Osoby planujące zmianę nawyków żywieniowych i trybu życia mają często świadomość, że ich ciało czy zdrowie wymagają pewnej pracy- rezygnacja z działania tylko i wyłącznie dlatego, że ktoś ma większy brzuch jest wielce niedorzeczna. Poza tym porównywanie się z innymi, to zazwyczaj najkrótsza droga do wyhodowania sporych kompleksów i podkopania poczucia własnej wartości… Warto mieć też na uwadze, że sam wygląd to nie wszystko – niezdrowe jedzenie i brak aktywności fizycznej przyczyniają się do pogorszenia zdrowia, przyspieszają proces starzenia się organizmu.

„Nie muszę ćwiczyć, ruszam się całkiem sporo”

Aktywność fizyczna ma to do siebie, że męczy – co jak się okazuje, może stanowić poważną trudność dla sporej liczby osób. Jeżeli chodzi o ilość pochłanianych na co dzień kalorii bardzo często mówimy o niedoszacowaniu, o tyle w przypadku dziennych wydatków energetycznych zauważalna dość mocno jest tendencja do zawyżania. Zainteresowanie sportem ma charakter wyraźnie sezonowy, często związane jest z przymusem (nakaz lekarza), traktowane też bywa jako „zło konieczne”. Niechęć do ruchu bywa bardzo silna, stanowi poważną przeszkodę w pracy nad estetyką sylwetki, gdy tymczasem stanowić może przyjemną formę spędzania wolnego czasu. Wiele zależy od podejścia, osoby żyjące w strachu przed wysiłkiem powinny w pierwszej kolejności popracować nad sposobem myślenia.

Podsumowanie

Wydawać by się mogło, że praca nad sylwetką to prosta sprawa. Odpowiednia dieta i aktywność fizyczna to kwestie podstawowe, jednak nie zawsze wystarczające – zwłaszcza że nasz przeciwnik (czyli my sami) jest wyjątkowo przebiegły – wymyśla coraz to nowe sztuczki, aby utrudnić nam zadanie. Uleganie wymówkom i usprawiedliwieniom do niczego dobrego nas nie doprowadzi, a już na pewno nie ułatwi walki z własnymi słabościami.