Świat oszalał na punkcie Pokemon go. O co w tym chodzi?

Świat oszalał na punkcie gry Pokemon Go. Moda dotarła już również do Polski. Coraz częściej zobaczyć można na portalach społecznościach zdjęcia zadowolonych graczy, którym udało się złapać pokemona. O grze rozmawiają dzieci i dorośli, można o niej przeczytać w gazetach i usłyszeć w telewizji. O co w tym chodzi?

Przeczytaj koniecznie:

Telewizja tuczy

Pokemon Go to podobno najważniejsza premiera tego roku w kategorii mobilnych gier.

Nie jest to  gra przypominająca inne produkcje o Pokemonach. Pokemon Go to  aplikacja rozszerzonej rzeczywistości.

Zasady gry są bardzo proste. W uproszczeniu chodzi o to, by chodząc po mieście z telefonem, który ma zainstalowaną aplikację Pokemon Go i wyszukiwać ukrywające się w różnych miejscach pokemony. Następie możemy przechodzić do kolejnych etapów gry. Obejmują one między innymi trenowanie swoich pokemonów. Stworki mogą ewoluować, my natomiast możemy wystawiać je do walk w wirtualnych Gymach, które znajdziemy w okolicy.

Gra dostępna jest w Polsce oficjalnie od 16 lipca, a więc dosłownie parę dni. Nie trzeba było długo czekać, by graczy ogarnęło prawdziwe szaleństwo. Świat wyszedł z domu, by łapać wirtualne Pokemony.

Z jednej strony jest to gra, która rewolucyjnie, jeśli chodzi o rynek gier, pozwala wyjść na świeże powietrze i to właśnie tam przenosi całą akcję, ale z drugiej strony okazuje się, że może nieść za sobą pewne niebezpieczeństwa.

Gra sprawia, że dzieci i dorośli wychodzą z domu na spacer, osoby wracające z pracy wydłużają swój powrót, by przejść więcej i powiększyć kolekcję pokemonów. To z pewnością zalety, jakie niesie ze sobą popularność Pokemon Go. Więcej się ruszamy, spędzamy czas na świeżym powietrzu.

Niestety okazuje się, że gracze wpatrzeni są w swoje smartfony tak bardzo, że narażają siebie i innych na niebezpieczeństwo. Między innymi wchodząc na jezdnię bez zastanowienia i rozejrzenia się. Podobno pojawiły się już pierwsze ofiary, które za bardzo wpatrzone i pochłonięte grą wpadły pod samochód.

Z całego świata napływają informacje o ludziach, którym coś się  przytrafiło podczas zabawy w Pokemon Go. Kilka dni temu w sieci pojawiła się informacja, że jeden z graczy, podczas łapania pokemona, spadł z mostu. Informacja szybko zniknęła z wielu serwisów, ciężko więc ocenić, czy była prawdziwa.

Jeśli gra polegająca na łapaniu pokemonów ma rzeczywiście skłonić ludzi do wychodzenia z domu i większej aktywności, to może okazać się strzałem w dziesiątkę. Wątpliwości budzi jednak przemieszczanie się po mieście ze wzrokiem wklejonym w smartfon. Raz, że jest to niebezpieczne, dwa czy naprawdę nie potrafimy już czerpać przyjemności ze spędzania czasu na świeżym powietrzu wśród znajomych? Czy nie potrafimy wyjść na spacer do parku, by spotkać tam prawdziwe wiewiórki, a nie wirtualne stworki?