Trening w klubie. Nie taki diabeł straszny!

Jeśli boisz się iść do klubu, bo nie masz "mistrzowskiej sylwetki" - uświadom sobie, że większość trenujących tam ludzi też nie posiada wzorowych, kulturystycznych ciał. Idziesz właśnie po to, by poprawić wygląd zewnętrzny - więc przestań się krępować. Z pewnością - odłożenie wizyty "na kilka dni" sprawi, że kolejne miesiące nie zrobisz nic, aby uzdrowić swoje ciało. Każdy kto rozpoczyna swoją przygodę, zaczyna z niezbyt imponującym wyglądem muskulatury.

Trening siłowy „rozpędza” metabolizm, poprawia ukrwienie mięśni, wydolność sercowo-naczyniową, polepsza samopoczucie, zwiększa siłę i masę mięśni, przyczynia się do redukcji tkanki tłuszczowej. Podejmowane działania nie mogą być oddzielone od diety. Pamiętaj, że bez przemyślenia swojego odżywiania nie odniesiesz sukcesu.

Wróg nr jeden - to słomiany zapał. Wieloletnich zaniedbań nie jesteś w stanie nadrobić w ciągu 3 tygodni. Znakomita większość osób rozpoczynających trening z myślą o redukcji tłuszczu ma zamiar stosować trening codziennie, na każdej sesji wykonując jak najwięcej ćwiczeń. Jeśli trening aerobowy - to od razu jak największa długość biegu czy jazdy na rowerze. Takie podejście nie ma absolutnie żadnego sensu!

Po pierwsze: stopniowanie wysiłku drogą do sukcesu, a "zrywy" prowadzą tylko do porażki. Na np. godzinny bieg czy długotrwałą jazdę na rowerze mogą pozwolić sobie osoby z wielomiesięcznym stażem, przy regularnie prowadzonym treningu. Twoje serce, mięśnie i stawy nie są gotowe na tak długi wysiłek. Zacznij od MINIMALNEJ objętości treningu. Jeśli chcesz biegać, wykonuj marsze po 15-20 minut, 3-4x tygodniowo, stopniowo i powoli - przez kilka tygodni przygotuj organizm do biegania. Dopiero po uzyskaniu sprawności pozwalającej np. na godzinny, szybki marsz - możesz przejść do marszo-biegów (kilka minut biegniesz, np. minutę odpoczywasz maszerując). Znów, po odczekaniu kilku tygodni możesz podjąć próbę biegania.

Jeśli planujesz trening siłowy - zacznij od MINIMALNEJ objętości - tj. jedno ćwiczenie na partię mięśniową, 2-3 serie (np. w formie FBW). Taki trening zajmie 45-60 minut i wyda się "lekki" - ale poczekaj na mikrourazy (po 24-48 h po zakończeniu pracy). Jeśli "rzucisz się" na trening dzielony - np. wykonasz 15 serii na klatkę piersiową i 9 serii na bicepsa - z pewnością przetrenujesz swoje mięśnie, układ nerwowy i doznasz kolosalnych mikrourazów - uniemożliwiających trening w kolejne dni. Stosuj możliwe najmniejsze, efektywne obciążenie. Nie patrz na innych ćwiczących, dobierz ciężar indywidualnie, pod swoje potrzeby. Nie potrzebujesz kontuzji i przetrenowania, a trening dobrany względem wieku, sprawności i doświadczenia. Nie ma dla ciebie żadnego sensu sprawdzanie swoich osiągów na jedno powtórzenie (szczególnie „na klatkę” czyli w wyciskaniu na ławce poziomej). W swoim treningu nie schodź poniżej granicy 6 powtórzeń w serii. Każde powtórzenie ma być kontrolowane, z tempem dostosowanym do twoich możliwości (spowolnienie fazy ekscentrycznej = większe efekty). Nie ma także żadnego sensu – wykonywanie ćwiczeń samym gryfem – użyj odczuwalnego ciężaru, z którym jesteś w stanie wykonać np. 8 powtórzeń (z zapasem na 1-2 powtórzenia). Nie ćwicz do załamania mięśniowego – to metoda dla zaawansowanych.

Po drugie: na siłowni zostaniesz z pewnością wysłany na maszyny
- które przyczynią się do mniejszych efektów twojego treningu. W miarę możliwości trenuj na wolnych ciężarach (np. w formie FBW) - sztangi, sztangielki. Nie wybieraj modelu treningu dzielonego (klatka + biceps, plecy + triceps, barki + nogi) - w minimalny sposób wpływa on na wyrzut hormonu wzrostu i testosteronu - najważniejszych hormonów które pomogą ci spalić tkankę tłuszczową.

Po trzecie: nie potrzebujesz żadnych suplementów, ani odżywek. Nie pomoże ci żadne HMB, glutamina i inne preparaty. Efekty jakie uzyskasz będą zależały od twojego odżywiania. Formę robi się w kuchni (80% efektów budowania mięśni czy redukowania tłuszczu zapewni właściwa dieta!), nie w sklepie z proszkami i pigułkami. Zupełnie innym tematem jest znikome działanie na człowieka większości z ww. środków. Zakup "spalacza tłuszczu" - także mija się z celem.

Po czwarte: nie słuchaj ludzi, którzy uważają, że "masa to jest klasa". Większość trenujących "na masę" posiada zdecydowanie zbyt wysoki poziom tkanki tłuszczowej (obok w jakiś sposób rozbudowanej tkanki mięśniowej). Osoby te z pewnością zasypią cię złotymi radami dotyczącymi treningu, suplementacji i, o ironio, odżywiania. Większość z tych porad dawno przekroczyła granice rozsądku.

Jeśli nie wiesz jak trenować w klubie skorzystaj z porad instruktora lub osoby z wieloletnim doświadczeniem. Ucz się techniki najprostszych, podstawowych ruchów - martwego ciągu, przysiadów, wyciskania, podciągania na drążku. Maszyny, dźwignie i ułatwienia powinny stanowić drobne uzupełnienie dla zasadniczego treningu na wolnych ciężarach.

Kluby to nie piwniczne, zamknięte dla postronnych osób miejsca. Bez obaw udaj się na trening – powodzenia.