Zgubne konsekwencje późnego śniadania…

W konwencjonalnej dietetyce istnieje taka zasada, która mówi, iż pierwszy posiłek należy skonsumować „niezwłocznie po przebudzeniu”. W innym wypadku grozi nam szereg negatywnych konsekwencji. Jakich? No i właśnie tutaj zaczynają się „schody”, bo nie wszystkie informacje dotyczące rzekomych negatywnych skutków wynikających z odwlekania śniadania w czasie mają rzetelne uzasadnienie. Tymczasem ustalenie choćby przybliżonych ram czasowych określających optymalny okres w którym należy zjeść pierwszy posiłek po przebudzeniu jest nadal aktualne.

Przymus  „rychłego” śniadania

Kiedy słucham niekiedy moich koleżanek i kolegów po fachu wkładających tak wiele energii w to by zmuszać swoich klientów by spożywali owsiankę bezpośrednio po przebudzeniu, to zastanawiam się wtedy, czy komuś nie pomyliły się priorytety. W końcu przecież na „chłopski rozum”, są chyba ważniejsze kwestie żywieniowe niż to, by jeść posiłek zaraz po przebudzeniu, choćby – dobowy bilans spożycia energii i makro oraz mikroskładników. Tak podpowiada intuicja, ale… jeśli chodzi o dietetykę, to intuicja niekiedy może płatać figle. Warto więc bardziej wnikliwie przeanalizować omawiane tutaj zagadnienie, bo może istnieją jakieś racjonalne przesłanki by uważać inaczej. Najpierw warto byłoby wziąć pod lupę często podnoszone argumenty mające potwierdzać konieczność spożywania śniadania bezpośrednio po przebudzeniu.

Co się dzieje jeśli odpowiednio wcześnie nie zjemy śniadania?

Dietetycy i lekarze na różne sposoby próbują przekonywać, że śniadanie trzeba jeść czym prędzej po wstaniu z łóżka. Niezastosowanie się do tego zalecenia ma nieść ze sobą podobno szereg negatywnych konsekwencji takich jak:

  • hipoglikemia, (czyli spadek poziomu glukozy we krwi),
  • brak energii do pracy i nauki,
  • spowolnienie metabolizmu,
  • wejście w „tryb głodu”, sprzyjający odkładaniu tkanki tłuszczowej,
  • wilczy apetyt w późniejszych godzinach.

Wszystkie wymienione powyżej konsekwencje brzmią strasznie, ale warto wiedzieć, iż brakuje dowodów na ich potwierdzenie. Bliżej im niekiedy do zabobonów niż faktów naukowych. Warto wziąć „na warsztat” kilka z nich i przeanalizować je pod kątem wiarygodności.

Analiza nr 1: hipoglikemia

Zastanówmy się, czy np. opóźniając konsumpcję śniadania o jedną czy dwie godziny narażamy się na hipoglikemię? Perspektywa ta wydaje się prawdopodobna, w końcu przecież gdy nie jemy węglowodanów to zaczyna ich brakować w ustroju, a nie mamy zdolności wytwarzania ich z kwasów tłuszczowych. Cóż, sprawa jest bardziej skomplikowana. Otóż pomijając szczególne okoliczności jakie mogą powstać w toku chorób typu cukrzyca, trzeba wiedzieć, że nasz organizm jest w stanie radzić sobie doskonale z niską dostępnością glukozy. Po pierwsze posiada specjalne rezerwy cukrowe w postaci glikogenu mięśniowego (który stanowi lokalny rezerwuar energii dla mięśni) i wątrobowy (zaopatrujący w glukozę głownie mózg i erytrocyty). Jeśli dnia poprzedniego jedliśmy węglowodany, to opóźniając śniadanie nawet o kilka godzin nie powinniśmy doprowadzić do wyczerpania zapasów glikogenu. Nawet gdyby to się jednak stało, to nasz organizm jest w stanie wyprodukować sobie glukozę ze związków niecukrowych takich jak glicerol uwalniany podczas hydrolizy triglicerydów wchodzących w skład tkanki tłuszczowej (do której organizm sięga jak potrzebuje energii). Tak więc jak widać, hipoglikemia raczej nam nie grozi.