Apetyt na niezdrowe jedzenie a dieta redukcyjna

Niejeden plan ukierunkowany na redukcję tkanki tłuszczowej nie wytrzymał konfrontacji ze smakołykami z cukierni czy popularnych fast foodów. Pragnienie spożywania słodko-tłusto-słonych potraw bywa tak silne, że znacząco utrudnia uzyskanie wymarzonych efektów sylwetkowych, a czasem doprowadza do całkowitego porzucenia całej misternie stworzonej strategii, mającej na celu spektakularną odmianę sylwetki. Jak można sobie zatem poradzić z apetytem na niezdrowe pokarmy?

Przeczytaj koniecznie:

Dziewięć niezdrowych nawyków, przez które tyjesz!

Po pierwsze: potrzebujesz życiowego planu!

Odmiana dotychczasowego sposobu odżywiania nie jest sprawą prostą – w końcu przychodzi nam „prostować” nawyki utrwalane przez wiele lat. Nie oznacza to jednak, że musimy „katować się” ponad siły i możliwości, spożywając potrawy niesmaczne, jałowe i to w dodatku w bardzo skromnych porcjach. Nadmierne restrykcje kaloryczne i niesatysfakcjonujące posiłki (zarówno pod względem ilości jak i smaku)  to najczęstsza przyczyna trudności związanych z opanowaniem apetytu na słabej jakości przekąski. Chcesz uniknąć snów na jawie o ociekających czekoladą i bitą śmietaną łakoci – odpowiednio zaplanuj swoje menu. Pamiętaj, aby uwzględnić produkty sycące i jednocześnie atrakcyjne pod względem kulinarnym. Każdy posiłek powinien zawierać pełnowartościowe białko, a także cieszyć nasze oczy – czyli winien ładnie i zachęcająco wyglądać. Jeżeli przygotowywane przez ciebie plany nie zdają egzaminu – skonsultuj się z doświadczonym dietetykiem, bądź też zweryfikuj swoje podejście na forum.

Po drugie: unikaj „wyzwalaczy” łakomstwa!

Nie oznacza to wcale, że trzeba zamknąć się na cztery spusty w domu i unikać jakichkolwiek potencjalnie „niebezpiecznych” sytuacji czy osób. Chodzi o to, by w miarę możliwości starać się unikać bodźców skłaniających nas do niekontrolowanego (i bezmyślnego) zajadania się słodyczami czy fast foodami – szczególne znaczenie ma to w pierwszych etapach wprowadzania zdrowych nawyków żywieniowych (około 2 tygodnie). Będzie to czas krótkiego detoksu, który potrzebny jest do złapania dystansu i „zapoznania się” z nowymi zasadami obowiązującymi w kuchni i na talerzu. A co może w nas wyzwalać niepohamowane łakomstwo? Na przykład zgromadzone w domu zapasy łakoci – ciężko poprzestać na kostce czekolady czy jednym ciasteczku, dlatego warto oduczyć się kupowania słodkości czy przekąsek „na czarną godzinę” (zazwyczaj zostają opróżnione zanim ona nadejdzie). Niebezpieczna jest także żywność typu makarony, białe pieczywo czy masło orzechowe – można je jeść niemal bez końca. Druga sprawa to sytuacje wyzwalające w nas pragnienie konsumowania „śmieciowego” jedzenia – są to np. zapachy czy bodźce wzrokowe. Spacery wokół cukierni roztaczającej woń cudownie słodkich ciast i ciasteczek trudno jest zignorować – dlatego warto omijać je szerokim łukiem.

Po trzecie: bądź aktywny!

Brak konstruktywnych zajęć, nuda i spędzanie czasu przed telewizorem zwiększają szansę na pojawienie się niezdrowych zachcianek. Również i z tego powodu nieodzownym elementem strategii ukierunkowanych na redukcję tkanki tłuszczowej jest właściwie zaplanowana aktywność fizyczna. Intensywny wysiłek (oprócz tego, że jest męczący, co wielu zniechęca) przyczynia się do wydzielania endorfin – pod ich wpływem nie dość, że czujemy się szczęśliwsi to dodatkowo łatwiej nam jest zmagać się ze stresami dnia codziennego, a także dokonywać zdrowszych wyborów żywieniowych. Jak pokazują obserwacje specjalistów, czas po treningu to najlepszy moment na robienie zakupów – z mniejszym prawdopodobieństwem wybierzemy kiepskiej jakości produkty, łatwiej będzie nam też przejść obojętnie obok łakoci i niezdrowych przekąsek.

Po czwarte: nie szukaj wymówek!

Ludzki umysł jest mistrzem w wynajdowaniu wymówek i usprawiedliwień. Sporo czasu poświęcamy na przekonywaniu samych siebie, że dokonywane wybory żywieniowe (również te niezdrowe) są jak najbardziej słuszne i jedyne możliwe. Zamiast tracić energię na zabiegi, które są dla nas niekorzystne, które prowadzą do utraty poczucia własnej skuteczności i samokontroli, warto popracować nad zdroworozsądkowym podejściem. Zamiast celebrować produkty śmieciowe, lepiej nauczyć się je ignorować, a emocje pozytywne (wszelkie achy i ochy) kierować w stronę wartościowych odpowiedników, np. owoców czy deserów przygotowywanych na bazie dobrej jakości produktów. Warto oswoić się z myślą, iż „śmieciowe jedzenie” stoi na przeszkodzie do uzyskania estetycznej sylwetki. Inna sprawa, że nie należy ich demonizować – prędzej czy później może się zdarzyć, że pojawią się w naszym menu. Świat się przez to nie zawali, trzeba jednak nauczyć się wyciągać odpowiednie wnioski i unikać skrajnie silnych emocji.

Podsumowanie

Pragnienie spożywania małowartościowych pokarmów to często konsekwencja niewłaściwe zaprojektowanego planu odżywiania, co można dość prosto zmodyfikować. Ważną sprawą jest także odpowiednie podejście do kwestii własnych emocji i potrzeb, a także uwzględnienie regularnej aktywności fizycznej.