Udawane mleko, pseudo-masło oraz mięso, ale nie mięso

W przyrodzie naśladowanie jednych organizmów przez inne czy też upodabnianie się do otoczenia nazywa się mimetyzmem. Zjawisko to jest naprawdę fascynujące, umożliwia bowiem przykładowo skuteczne zakamuflowanie się drapieżnika w taki sposób, że staje się niewidoczny dla potencjalnej ofiary, czego prostym przykładem może być chociażby łowiecka praktyka kameleona. Wspominam o tym nieprzypadkowo, okazuje się bowiem, że aby doświadczyć opisanego powyżej mimetyzmu nie potrzeba wyprawy na łono natury! Wystarczy udać się do pobliskiego sklepu spożywczego bądź supermarketu, gdzie robiąc zakupy bardzo łatwo stać się można nie tylko obserwatorem, ale realną ofiarą tego zjawiska.

Żyjesz w świecie fantazji…

Być może jeszcze o tym nie wiesz, ale to co wkładasz do koszyka, za co płacisz przy kasie, a potem przechowujesz w lodówce i zjadasz sam lub podajesz swoim bliskim, jest bardzo często czymś zupełnie innym niż być sobie życzył. Mało tego, można powiedzieć, że wiele produktów, spożywanych przez Ciebie nierzadko jest zaprzeczeniem Twoich wyobrażeń na ich temat! W ostatnich latach w naszych sklepach pojawia się coraz więcej „udawanych” produktów żywnościowych, które w sposób sprytny i przemyślany upodobniły się do pełnowartościowych, konwencjonalnych odpowiedników.

"Masełko” czy masło?

Masło jak powszechnie wiadomo jest to tłuszcz zwierzęcy, otrzymywany ze śmietany, a śmietanę – z mleka. Jego charakterystyczny smak jest nie do podrobienia i żadna margaryna nie jest w stanie się w tej kwestii zbliżyć do oryginału. Producenci znaleźli jednak na to sposób. Okazuje się, że wystarczy dodać do utwardzonych tłuszczów roślinnych trochę masła i oto produkt otrzymuje naturalny posmak tłuszczu mlecznego. Oczywiście, żeby go skutecznie sprzedać, musi zostać odpowiednio nazwany i opakowany, stąd też tego typu mieszanki zazwyczaj noszą nazwy typu „masełko”, „mix maślany”, „mix do smarowania”, a szata graficzna opakowań jest łudząco podobna do opakowań masła, tak że wiele osób nawet nie wie co ląduje w ich koszykach, a potem na ich stołach... Interesującym zabiegiem jest też umieszczanie informacji na etykiecie margaryn, które brzmią „ z dodatkiem masła”, po czym po lekturze składu okazuje się, że tłuszczu mlecznego jest tam… 0,3%!

„Mleko roślinne” i „wyrób seropodobny”

O ile w przypadku masła i tłuszczów roślinnych temat jest już niektórym osobom znany, to zapewne zaskoczenie może wywołać fakt, iż podobne praktyki dotyczyć mogą… mleka. W sklepach spożywczych pojawiają się bowiem produkty, które mlekiem do końca nie są, bo zawierają dodatek tłuszczów roślinnych, a szatą graficzną i opakowaniem z mlekiem wyraźnie się kojarzą, są jednak tańsze - przez co chętnie wkładamy je do koszyka. Podobnie wygląda sytuacja w przypadku popularnych serów żółtych, które również otrzymywane są przy udziale tłuszczów roślinnych, co pozwala obniżyć koszty produkcji, a że większość klientów nie czyta etykiet, tylko bazuje na skojarzeniach? Cóż…

Szynka sojowa, kiełbasa kolagenowa oraz parówki MOM

Produkcja wędlin okazuje się wybitnie sprzyjać wszelkiego rodzaju kombinacjom, które sprawiają że otrzymany produkt, tylko w pewnej części składa się z mięsa.  W jakiej? To zależy od wielu czynników. Klienci jak wiadomo chętnie wybierają produkty tańsze, stąd też wyprodukowanie szynki wysokowydajnej składającej się (przy dobrym wietrze) w ¾ z mięsa pozwala obniżyć cenę produktu o 25%. Zamiast jakiegoś elementu tuszy drobiowej czy wieprzowej można przecież dodać trochę białka kolagenowego lub sojowego i wody technologicznej, a produkt zyska na masie i objętości. Jeszcze większe oszczędności można uzyskać umieszczając w składzie mięso oddzielone mechanicznie – w skrócie MOM. Chociaż wytwór ten ma w składzie słowo „mięso”, to w istocie nim nie jest, zazwyczaj bowiem przynajmniej w połowie składa się ze ścięgien, chrząstek i zmielonych kości… Fajnie? Smacznego!

Sok owocowy - 100% dziennego zapotrzebowania na witaminę C

Kolejnym interesującym trikiem marketingowym jest upodabnianie napojów owocowych (czyli rozcieńczonych soków dodatkowo aromatyzowanych i dosładzanych) do soków stuprocentowych. Wystarczy na etykiecie umieścić napis „pomarańczowy” lub „jabłkowy” i informację o tym, że szklanka soku napoju pokrywa 100% dziennego zapotrzebowania na witaminę C. Oczywiście „100%” musi być odpowiednio duże, a napis dotyczący witaminy C – drobny i ledwo zauważalny, a produkt –choćby ze względu na konkurencyjną cenę - z pewnością cieszyć się będzie zainteresowaniem.

Podsumowanie

Podobnych do opisanych powyżej przykładów rozmaitych „sztuczek” stosowanych przez producentów żywności można by wymieniać więcej, wystarczy przyjrzeć się produktom śniadaniowym z „pełnego ziarna”, chlebom „razowym”, dżemom i wielu innym artykułom spożywczym. Niestety bez poświęcania należytej uwagi doborowi produktów spożywczych, łatwo paść ofiarą zasadzki. Warto o tym pamiętać.