Najbardziej ekstremalne diety świata: “dieta ostatniej szansy”

W latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku pewien lekarz – Robert Linn, opracował chyba jedną dziwniejszych i gdyby się głębiej zastanowić - jednocześnie jedną z bardziej obrzydliwych diet wszechczasów. Założenia tego kontrowersyjnego i niebezpiecznego dla zdrowia sposobu odżywiania opublikował w książce, posiadającej tytuł „Dieta ostatniej szansy” (The last chance diet). Jego koncepcja szybko zyskała wielu entuzjastów i… zdecydowanych przeciwników wskazujących na zdrowotne konsekwencje wynikające z jej stosowania w praktyce.

Przeczytaj koniecznie:

Z cyklu: najgłupsze metody odchudzające. Część II. Wata i pasażer na gapę

Na czym polega?

Dieta zaproponowana przez tego dr Linna opierała się z jednej strony na bardzo niskiej podaży energii (od 400 do 800kcal na dobę), z drugiej natomiast polegała na spożywaniu tylko i wyłącznie specjalnego białkowego koktajlu (była to pierwsza dieta oparta na zamiennikach posiłków). Aktywność fizyczna nie była wymagana… Już patrząc na powyższe założenia widać, że koncepcja ta jest dość ekstremalna. Prawdziwa niespodzianka jednak kryje się w recepturze białkowego koktajlu. Mikstura opracowana przez Linna, której nazwa brzmiała Prolinn, składała się z białek kolagenowych (które są niepełnowartościowe), pozyskiwanych z odpadów mięsnych takich jak kopyta, sierść, skóry. Mniam, mniam…

Ile można schudnąć?

Osoby skłonne do zastosowania się do zaleceń dr Linna oczywiście chudły dość szybko (tracąc od 10 do 30% masy ciała w ciągu kilku tygodni), co związane było z jednej strony z drastycznie niską podażą energii, z drugiej – ze spożywaniem jedynie białka. Niestety dieta była skrajnie niedoborowa w niezbędne składniki pokarmowe, a mało tego – nawet białko, którego dostarczała nie pokrywało zapotrzebowania na wszystkie wymagane aminokwasy. W efekcie doprowadzała do konsekwentnego niedożywienia, a wręcz wyniszczenia organizmu, co – jak wskazuje dokumentacja medyczna - miało niekiedy tragiczne skutki…

Skutki uboczne

Skutki uboczne związane ze stosowaniem programy dr Linna były dość przekrojowe i oprócz ogólnie pojętego niedożywienia obejmowały m.in. zaburzenia pracy układu krążenia. Dla wielu osób strategia lansowana przez wspomnianego lekarza niestety faktycznie okazała się „dietą ostatniej szansy”, zanotowano bowiem wiele przypadków śmiertelnych… Przy czym – uwaga – często były to przypadki nagłe, których nie zapowiadały żadne charakterystyczne symptomy... Ludzie po prostu ni stąd i zowąd umierali…

Dla kogo?

Dieta ostatniej szansy z definicji adresowana miała być do osób, które przy pomocy wszelkich innych diet nie potrafiły pozbyć się nadmiaru kilogramów. W rzeczywistości jednak, jak pokazuje doświadczenie – była to dieta dla wytrawnych samobójców poszukujących nietuzinkowych sposobów na odebranie sobie życia… Nikt, ale to nikt przy zdrowych zmysłach pod żadnym pozorem nie powinien tej diety stosować.

Podsumowanie

Paradoksalnie to co Robert Linn nazwał „dietą ostatniej szansy” okazało się po prostu szanse odbierać. I nie chodzi tutaj tylko o szansę uzyskania lepszej sylwetki, co utrzymania zdrowia, a nawet – życia…