Co siedzi w parówce?

Parafrazując znane przysłowie można byłoby rzec: parówka jaka jest - każdy widzi. Chyba nikt nie ma dziś bowiem wątpliwości, że ten dziwny wytwór wędliniarski nie należy do produktów o najwyższej wartości odżywczej, o czym łatwo przekonać się lustrując skład podany na etykiecie. Mimo to jednak w naszym kraju parówki jada się na potęgę, niewiele przetworów mięsnych jest jej w stanie dorównać popularnością. Z czego wynika fenomen parówki? Trudno powiedzieć. Jedno jest natomiast pewne, na próżno szukać w niej szlachetnych składników. Większość dostępnych na rynku parówek to pod względem żywieniowym obraz nędzy i rozpaczy.

Przeczytaj koniecznie:

Woda źródlana „kałużanka”…

Ile mięsa w parówce?

Na upartego niektóre parówki zaklasyfikować można byłoby jako produkty prawie-wegetariańskie. I nie mam tutaj na myśli parówek sojowych, a konwencjonalne wersje tych wyrobów. Wystarczy spojrzeć na zawartość mięsa w rynkowych produktach - w niektórych z nich nie przekracza ona kilkunastu procent. Rekordowe okazują się pod tym względem niektóre parówki  dostępne „na wagę”. Uczciwie jednak przyznać należy, że przy odrobinie szczęścia znaleźć można także parówki lepszej jakości, które zawierają ponad  90% mięsa, są to jednak nieliczne perełki.

Cielęce z kurczaka…

Dość intrygujące w kontekście składu surowcowego wydają się niektóre nazwy parówek budzące jednoznaczne skojarzenia. Przykładowo, kiedy widzimy „parówki cielęce” spodziewamy się, że owy produkt otrzymany będzie z cielęciny. Tymczasem w praktyce sytuacja wygląda inaczej - cielęciny jest tam co najwyżej kilka procent. Dobrze jak resztę składu stanowi prawdziwe mięso (np. wieprzowe, drobiowe), a nie garmażeryjne odpady  czy białko sojowe i skrobia…

Niechlubne dodatki

Skoro wiemy już że parówki tylko w niewielkim stopniu składają się z mięsa (i to nie zawsze takiego jakiego byśmy się spodziewali), to warto przyjrzeć się pozostałym komponentom stanowiących ich skład. Pierwszym z nich jest mięso oddzielone mechanicznie (MOM), czyli wszystko to co pozostaje po usunięciu prawdziwego mięsa, czyli ścięgna, chrząstki, skóry, tłuszcz i drobne kostki. Ten garmażeryjny odpad stanowić może niekiedy ponad 40% parówki. Kolejnymi składnikami są: emulsja (czyli skóry drobiowe i wieprzowe), białko sojowe (iście mięsny surowiec), skrobia, a także fosforany (negatywnie wpływające na gospodarkę wapniową), wzmacniacze smaku oraz konserwanty chemiczne…

Unikać czy wybierać „mniejsze zło”?

Jak wcześniej wspomniałem, oprócz niemal z bezmięsnych parówek na rynku dostępne są też takie, które mięsa zawierają ponad 90%, pozbawione są przy tym MOM i kilku innych wątpliwej jakości dodatków. Chociaż tego typu produkty są prawdziwymi perełkami na tle innych parówek, to również i z ich konsumpcją nie należy przesadzać. Opublikowane niedawno wyniki badania EPIC (European Prospective Investigation into Cancer) wykazały, że wysokie spożycie wędlin  zwiększa ryzyko chorób układu krążenia i niektórych postaci nowotworów. Zdecydowanie lepiej jest więc zamiast wędlin wybierać świeże mięso.