Jak rozpoznać złego trenera?

Treningi personalne mogą kosztować majątek. Nierzadko spotyka się ceny powyżej 100 zł za godzinę podobnej usługi. Niestety, zdarza się, że za wyłożonymi na treningi personalne pieniędzmi nie idą żadne efekty i zmiany w sylwetce. Obojętne czy chcesz się odchudzić czy zwiększyć masę mięśniową i zbudować atletyczną sylwetkę – dobry trener może stanowić nieocenioną pomoc, a zły – cóż – może być skutecznym hamulcem do osiągnięciu sukcesu.

Przeczytaj koniecznie:

Partner treningowy, pomoc, mobilizacja, rywalizacja

Zwróć uwagę na kwestię wiedzy: „maszyny, cardio oraz przestarzała wiedza”.

Wiedza wielu „specjalistów” ogranicza się do znajomości kilku maszyn treningowych oraz planów treningowych z lat 70/80’ XX wieku (osławiony, trzydniowy split lub katastrofalne „FBW”). Stąd zamiast zająć się przysiadami ze sztangą, martwym ciągiem, wykrokami, wariantami wyciskań ze sztangą i sztangielkami – zostaniesz wysłany na wspaniałe, kolorowe maszyny. W czym problem?

Z reguły trener nie potrafi pokazać danego ćwiczenia, więc forsuje użycie maszyn treningowych przez swoich podopiecznych. Ale to nie wszystko. Wielu specjalistów nie wykonuje i boi się „zbyt trudnych ćwiczeń” –więc opowiadają, że „przysiady niszczą kolana i kręgosłup”, „podciąganie na drążku jest nieosiągalne”, a „martwy ciąg jest zabójcą dla pleców”. Wszystko byłoby dobrze, ale … żadna maszyna nie zastąpi wolnych ciężarów – co dziesiątki razy udowodniono w badaniach naukowych.

Jeśli porównujesz przysiady ze sztangą, z wyciskaniem nogami na suwnicy ukośnej okaże się, że to ostatnie ćwiczenie jest bezproduktywne, nawet z ponad dwa i pół raza większym ciężarem. Naukowcy oszacowali, że sesja przysiadów była o 42% cięższa niż wyciskanie nogami na suwnicy (całkowita praca – 2,6 razy większy zakres ruchu) i to pomimo używania 2,6 x większego ciężaru przy wyciskaniu nogami (przysiady: 140 kg, suwnica: 366 kg) [ 1 ]

Jeśli porównasz wyciskanie leżąc ze sztangą, do wyciskania na suwnicy Smitha – to ostatnie ćwiczenie okaże się mniej skuteczne. Stwierdzono słabą aktywację mięśni kluczowych dla wyciskania leżąc – jeśli używano suwnicy Smitha [ 2 ]. Paradoks - wykazano również, że badani (mężczyźni co najmniej rok trenujący wyciskanie leżąc) podnosili większe ciężary na sztandze (106.4 ± 15.5 kg), w porównaniu do maszyny Smitha (103.6 ± 14.8 kg) oraz sztangielek (89.5 ± 13.7 kg) [ 3 ]

  Ta sama zasada dotyczy:

  • podciągania na drążku w porównania do ściągania drążka wyciągu,
  • pompek na poręczach i prostowania ramion na wyciągu,
  • uginania ramion ze sztangą w porównaniu do uginania ramion z linkami wyciągu.
  • wyciskania sztangielkami na barki, siedząc w porównaniu do wyciskania na suwnicy,
  • wiosłowania sztangą w opadzie tułowia w porównaniu do wiosłowania na maszynie,
  • martwego ciągu ze sztangą w porównaniu do imitacji na maszynie,
  • sprintu z ciężarem/biegania w terenie w porównaniu z „cardio” na maszynie,

Czy to znaczy, że maszyny są bezużyteczne? Nie, ale ich rola jest niewielka oraz są dopełnieniem, nie bazą treningu - wymagają skorzystania z wolnych ciężarów

Ilu trenerów zaproponuje Ci program interwałowy np. w oparciu o stacje czy obwody z ciężarami, rzuty piłką lekarską, przeciąganie ciężaru, skoki, sprawle? Większość wyśle Cię na finezyjną maszynę „cardio” – nieważne czy to rowerek, orbitrek, najnowsza bieżnia czy maszyna symulująca wchodzenie po schodach. Ba, znam przypadki gdzie cała praca trenera sprowadziła się do: „idź na tą bieżnię na 30 minut, a potem przejdziesz na tamte maszyny i wykonasz po 5 serii”. A w tym czasie specjalista ma czas np. na pogaduszki ze znajomi na czytanie gazety. Czy naprawdę chcesz płacić grube pieniądze za taką fuszerkę?

Jeśli trener proponuje Ci maszyny cardio, nie kładzie nacisku na interwały, bieganie w terenie oraz inny trening o udowodnionej skuteczności – powstał duży problem. Chcesz stosować nieskuteczne metody, droga wolna. Ale lepiej poszukaj innego trenera.

Zwróć uwagę na wygląd danej osoby

Jeśli chcesz udzielać porad na temat idealnego wyglądu sylwetki – chyba nie powinieneś mieć „piwnego brzuszka” oraz fałdek tłuszczu na całym ciele? Rozmawiasz o „sześciopaku”, a sam masz brzuch godny stałego bywalca restauracji fast-food? Jesteś dietetykiem, a sam odżywiasz się jakbyś nie słyszał o podstawowych zasadach?

Podsumowanie: nikt nie oczekuje od trenera wyglądu zawodowego kulturysty z czołówki IFBB albo podnoszenia ciężarów godnych mistrza świata w trójboju – ale… trzeba sobą coś reprezentować.