Zabawne sytuacje z praktyki dietetyka Cz. I

W pracy dietetyka, jak chyba w każdej profesji trafiają się sytuacje, w przypadku których trudno zachować powagę. Co istotne, niekiedy mają taki charakter, że po prostu nie wypada się śmiać i trzeba naprawdę starać się panować nad mimiką by nie zdradzić rozbawienia. Niekiedy też pewne zdarzenia w pierwszej chwili bawią, ale po głębszej refleksji nie okazują śmieszne, dowodzą bowiem, że w obiegowym ujęciu panuje wiele kuriozalnych przekonań, które sprawiają, iż spora część naszego społeczeństwa na co dzień w dobrej wierze podejmuje złe wybory żywieniowe szkodząc sobie i bliskim. Niemniej w pierwszej chwili – pośmiać się warto, choćby w duchu bo jak mawiał Terry Pratchett - „trzeba się śmiać, inaczej człowiek by zwariował”.

Przeczytaj koniecznie:

Trzy najgłupsze diety świata


Jestem uczulony na wszystkie warzywa

Jakiś czas temu trafił do mnie mężczyzna, który podczas rozmowy poprosił o dietę zupełnie pozbawioną warzyw, gdyż - jak stwierdził – jest na nie uczulony. Chciałbym żeby było dla wszystkich czytelników jasne – nie twierdzę, że nie da się ułożyć wartościowej diety pozbawionej warzyw, owszem jest to w praktyce możliwe, ale wytłumaczenie wspomnianego pana nie było przekonujące. W istocie bowiem coś takiego jak uczulenie na wszystkie warzywa jest na tyle rzadką przypadłością, że po prostu się nie zdarza. Z racji tego, iż klient zapewniał, że ma wspomnianą alergię na warzywa, wykorzystałem fakt, iż niektóre w części jadalnych roślin zaliczanych w ujęciu kulinarnym do warzyw – to tak naprawdę owoce (np. pomidory, ogórki, papryka, etc). Klient przekonywał, że owoce jeść może, stanęło więc na tym, że włączymy do diety np. awokado…

Chcę schudnąć za wszelką cenę

Dawno, dawno temu będąc na zakupach w jednym z poznańskich marketów zostałem zaczepiony przez pewną Panią, która łapiąc mnie za rękaw przejętym głosem oznajmiła:

- „słyszałam, że jest pan dietetykiem, pomógł pan bratu mojej koleżanki, ja mam do pana bardzo pilną sprawę, za dwa tygodnie moja córka wychodzi za mąż, a ja – niech pan spojrzy – nie wyobrażam sobie bym poszła w tym stanie. Bardzo bym Pana prosiła, potrzebuję stracić tak z 10kg, najlepiej tak z 15, zwłaszcza tu i tu...” I w tym momencie ów szykowna pani bezceremonialnie chwyciła przez warstwy firmowej odzieży fałdy gromadzonej latami tkanki tłuszczowej naciągając je celując nimi w moją stronę w taki sposób, że po czułem, iż naruszają one moją przestrzeń osobistą. „Musi Pan coś poradzić – odparła gdy robiąc krok do tyłu ciągle milczałem – wiem, że pan potrafi cuda zdziałać... „

Można byłoby pomyśleć, że sytuacja idealna – klienci sami zatrzymują mnie w sklepie i chcą umówić się na wizytę. Problem polegał na tym, że ów kobieta nie potrzebowała dietetyka, a cudotwórcy, magika, szarlatana, a ja się nim nie czułem. Zacząłem więc wycofywać, najpierw zasłaniając terminami, potem natomiast otrząsnąłem się i poszedłem po rozum do głowy po prostu tłumacząc, że stracenie 10 czy już zwłaszcza 15kg w dwa tygodnie jest niemożliwe. To oczywiście nie pomogło, usłyszałem, że „koleżanka teściowej brata kuzynki „ schudła 7kg w tydzień, więc zgodnie z prawami matematyki w dwa, można schudnąć i 14. W końcu więc przyparty do muru wytłumaczyłem, że tak gwałtowny ubytek masy ciała, nawet jeśli się uda – to jest zabójczy dla organizmu. Niestety i to nie podziałało, ów dama była zdeterminowana i gotowa na wszystko, aż w pewnym momencie usłyszałem:

- „niech się pan tak o moje zdrowie nie troszczy złociutki, jest pan kochany, ale ja potrafię o siebie zadbać. Mnie interesuje wynik na wadze i pan mi pomoże go uzyskać bez względu na koszty jakie musiałabym ponieść.” Po tych słowach moja pointa mogła być tylko jedna: „skoro liczy się dla pani tylko wynik na wadze, proponuję dietę chirurgiczną – proszę amputować sobie nogę”, następnie wykorzystując element zaskoczenia błyskawicznie odszedłem.

Zabawne sytuacje z praktyki dietetyka cz. II