Czy dopadła Cię kata-fobia?

Ze wszystkich zagrożeń jakie tylko można sobie wyobrazić, największe oczy - w wypadku entuzjastów treningu z ciężarami, ma strach przed katabolizmem. Widmo zjadających mięśnie enzymów, pobudzanych przez kortyzol straszy przynajmniej kilka razy w ciągu doby: rano po całonocnym poście, w trakcie i zaraz po treningu oraz oczywiście w nocy – wykrada bezcenne aminokwasy z tkanki mięśniowej powodując jej degradację.

Przeglądając marketingowe opisy niektórych suplementów diety, a także czytając „fachowe” opracowania pojawiające się w branżowej prasie, dojść można do wniosku, że katabolizm niczym sekundant odmierza czas od ostatniego posiłku, atakując jak tylko przerwa wyniesie więcej niż trzy godziny.

Istnieją rozmaite sposoby radzenia sobie z katabolizmem: spożywanie posiłków nie rzadziej niż co trzy godziny, wypijanie porcji długo trawionego białka przed pójściem spać, łykanie mega dawek aminokwasów przed, po jak i w trakcie treningu, zaczynanie dnia od szejka proteinowego lub porcji glutaminy. Na rynku dostępna jest cała gama suplementów o działaniu antykatabolicznym, oprócz HMB, aminokwasów prostych, rozgałęzionych czy glutaminy są również specjalne preparaty zwane „blokerami kortyzolu”, które chronią przed destrukcyjnym wpływem tego hormonu, a wszystko to, aby chronić przed katabolizmem. Czy nie ma tutaj jednak pewnej przesady?

Faktycznie katabolizm (podobnie jak anabolizm) to zjawisko, które jest integralną częścią naszej egzystencji, a gdy przybiera na sile może utrudnić przyrost masy mięśniowej czy doprowadzić do jej degradacji. Dzieje się tak jedynie wtedy, kiedy równowaga pomiędzy przemianami katabolicznymi a anabolicznymi zostaje zachwiana i bilans strat i zysków jest ujemny. Najłatwiej doprowadzić do tego poprzez stosowanie niskokalorycznej diety niezapewniającej odpowiedniej podaży protein. W wypadku diet ukierunkowanych na przyrost masy, charakteryzujących się dodatnim bilansem kalorycznym zagrożenie negatywnymi skutkami katabolizmu jest bliskie zeru.

W istocie rzeczy katabolizm jest mocno przedemonizowany i paradoksalnie to właśnie paniczny lęk przed nim może przynieść więcej szkód niż korzyści. Usilna potrzeba ochrony przed degeneracją tkanki mięśniowej jest czynnikiem stresogennym, a życie w permanentnym stresie – o ironio - sprzyja katabolizmowi. Nasze nastawienie, nasz sposób postrzegania rzeczywistości - choć wydawałoby się, że ma jedynie wymiar „ezoteryczny” - związane jest z aktywnością rozmaitych neuroprzekaźników i hormonów, które w dalszym etapie mogą wpływać na wiele procesów metabolicznych m.in. tych, które dotyczą tkanki mięśniowej.

Co istotne wiele suplementów reklamowanych jako „antykataboliczne” nie wykazuje przypisywanego im działania, a przynajmniej nie ma ono potwierdzenia w badaniach naukowych. Zakup i stosowanie niektórych preparatów jest więc zupełnie pozbawione sensu. Podobnie też zabiegi polegające na spożywaniu białek kazeinowych przed nocnym spoczynkiem czy pilnowanie by przerwy między posiłkami nie były dłuższe niż 3 godziny – jest to co najmniej kontrowersyjne w kontekście ochrony przed katabolizmem.

W praktyce rezygnacja z HMB, glutaminy czy porcji odżywki wypijanej przed snem, jak i też zmniejszenie ilości posiłków z sześciu do czterech czy trzech – z pewnością nie sprawi, że katabolizm zniszczy ciężko wypracowane mięśnie. Niestety wydaje się, iż wiele osób bierze pod uwagę możliwość – że takie zagrożenie istnieje i za wszelką cenę stara się mu zapobiec. Tymczasem najskuteczniejszym rozwiązaniem może okazać się niezaprzątanie sobie nim głowy.