„Robienie masy” a kondycja i zdrowie

Wiele mówi się o tym, że dobrą kondycją oraz długim i niezachwianym zdrowiem cieszą się osoby szczupłe, stąd też wszelkie zabiegi ukierunkowane na przyrost masy ciała wydają się być czymś zupełnie nienaturalnym, a wręcz – potencjalnie niebezpiecznym. Faktycznie, nadwaga i otyłość skorelowane są z wyższym ryzykiem wielu chorób, takich jak choćby cukrzyca i nadciśnienie, ale czy osoby aktywne fizycznie dążące do zwiększenia rozmiarów swojej muskulatury mają się czego obawiać?

Przeczytaj koniecznie:

Masa dla „chudzielca”

Uczciwie przyznać trzeba, że znaczna część mogących pochwalić się potężną masą mięśniową, regularnych bywalców siłowni do okazów zdrowia niestety nie należy. Spora grupa systematycznie trenujących osób boryka się z problemami takimi jak nadciśnienie, zaburzenia gospodarki lipidowej czy upośledzenie czynności niektórych narządów, takich jak choćby wątroba. Podobnie też nie reprezentują oni szczytowej kondycji fizycznej i często przebiegnięcie kilkuset metrów stanowi dla nich istotny problem. Niekoniecznie jednak za ten stan rzeczy odpowiadać musi dobrze rozwinięta masa mięśniowa. Winne raczej są metody stosowane w celu jej zdobycia oraz fakt, że sporym obwodom ramion często towarzyszą także spore obwody pasa…

Niestety znaczna część osób trenujących pod kątem powiększenia rozmiarów odżywia się w sposób nieprawidłowy. Powszechne jest przekonanie, zgodnie z którym żeby budować muskulaturę – trzeba po prostu dużo jeść i starać się zapewnić jak najwyższe spożycie białka. W praktyce diety „na masę” opierają się na potężnych dawkach mięsa i ryżu, a także napakowanych solą i tłuszczami trans daniach typu fast-food (choćby tak lubiany przez wszystkich kebab z frytkami). Ponadto „masowe menu” skrajnie deficytowe zazwyczaj jest w świeże warzywa, owoce czy orzechy będące źródłem magnezu, potasu, zdrowych tłuszczy, związków fenolowych i witamin. Poza tym w dietach na masę dominują często dania smażone, przy czym dość powszechnie używane są w tym celu oleje zupełnie nie nadające się do obróbki termicznej (olej słonecznikowy, kukurydziany, sojowy).

Co więcej w ramach zabiegów ukierunkowanych na przyrost masy mięśniowej pewna grupa osób regularnie stosuje sterydy anaboliczno-androgenne i inne preparaty farmaceutyczne, co w efekcie doprowadza do wielu zaburzeń. Deregulacji ulegają układy odpowiedzialne za syntezę ważnych hormonów, dochodzi do wzrostu ciśnienia tętniczego czy nieprawidłowej pracy wielu narządów. Rzadko też się zdarza by entuzjaści „wiecznej masy” wykonywali treningi inne niż siłowe, choćby regularne sesje aerobowe. Wszystko to połączone z nadmiarem kalorii sprzyja wyraźnemu pogorszeniu stanu zdrowia.

Istnieją jednak osoby mogące poszczycić się nie tylko robiącą wrażenie, zdobytą bez udziału farmakologii masą mięśniową, ale także znakomitą kondycją wypracowaną dzięki regularnym i wszechstronnym treningom o różnej specyfice. Takie jednostki nie rekrutują się raczej z grup osiedlowych pakerów bijących latami towar, jedzących kebab i katujących jedynie „klatę” i „biceps” na siłowni. Są to zazwyczaj osoby o bardziej wyważonym podejściu do sportu i diety, zwracające uwagę na właściwy dobór pokarmów, nie tylko pod kątem kaloryczności czy zawartości białka, ale także uwzględniające takie aspekty jak stopień przetworzenia produktów, urozmaicenie menu czy właściwy udział warzyw i owoców.

Podejście, które można sprowadzić do hasła „masa za wszelką cenę” nie prowadzi do niczego dobrego. Wielkie bicepsy i gigantyczne klatki piersiowe nie robią już takiego wrażenia jak kiedyś, zwłaszcza jeśli nie idzie za nimi w parze odpowiednia jakość zdobytej masy, zdrowie i kondycja. Spasiona sylwetka na kształt dyskotekowych bramkarzy z lat 90. to w dzisiejszych czasach anachronizm, relikt z przeszłości. Poza tym – co tu wiele mówić – jednostki stawiające jedynie na „masę” szybko dorabiają się „masy” problemów, zarówno ze zdrowiem jak i z kondycją. Nie ma w tym ani „ducha sportu” ani zdrowego rozsądku.