IIFYM – chwilowa moda czy przełom w kształtowaniu sylwetki?

W ostatnim czasie coraz więcej mówi i pisze się o koncepcji IIFYM, która manifestuje się dość swobodnym podejściem do aspektu jakościowego doboru pokarmów stawiając największy nacisk na kwestie bilansu kalorycznego i odpowiedniej podaży makroskładników. IIFYM stanowi w zasadzie kontrapunkt dla tzw. „czystej diety”, której zasadność podważa kpiąc sobie niekiedy z wielu niekwestionowanych do niedawna jej założeń zyskując sobie coraz szersze grono entuzjastów również wśród sportowców. Warto się więc zastanowić, czy to tylko jedynie chwilowa moda czy też dietetyczny przełom w kształtowaniu sylwetki.

Przeczytaj koniecznie:

Epidemia nadwagi i otyłości

IIFYM – kilka słów wstępu

IIFYM pojawiło się nagle na obrzeżach hermetycznego świata fitness jako nieco ekscentryczny twór aspirujący do miana „koncepcji żywieniowej”, która w swoich założeniach odrzuciła przyjęte reguły stanowiące niemalże żywieniowe zasady bodybuildingu. O co tak naprawdę poszło? O dogmat „czystej diety”, opartej na konkretnych, nisko przetworzonych produktach żywnościowych, charakteryzujących się podobno unikalnymi właściwościami w kontekście wpływu na proces kształtowania sylwetki. W zamian „fitnessowi hippisi” optujący za systemem IIFYM proponowali „wolność” w kwestii jakościowego doboru pokarmów byleby zgadzał się dzienny bilans energii i makroskładników. Co istotne, za deklaracjami poszła praktyka – na rozmaitych forach i blogach znaleźć można spektakularne przemiany osób eksperymentujących z IIFYM, a założenia powyższej koncepcji doczekały się się entuzjastycznych opinii wśród znanych i cenionych „guru” (trenerów i dietetyków) zajmujących się problematyką kształtowania sylwetki jak i nawet – niektórych zawodników.

IIFYM – co to takiego?

IIFYM to skrót od „if it fits your macros” co w dosłownym tłumaczeniu znaczy „jeśli tylko pasuje do Twoich makroskładników”. Główne założenie tej koncepcji polega na skoncentrowaniu się głównie na kwestii zapewnienia wymaganej podaży węglowodanów, białka i tłuszczu z pożywienia bez przykładania szczególnej wagi do jakościowego doboru pokarmów. Oznacza to, że teoretycznie w imię zasad IIFYM można węglowodany dostarczać z czekolady i ciastek, białko nawet z parówek, a tłuszcz z oleju z frytkownicy. Takie przedstawienie bazowych założeń wspomnianej koncepcji musi budzić kontrowersje. W końcu przecież tyle mówi i pisze się o znaczeniu tego skąd pochodzą dostarczane składniki pokarmowe. Mało tego, można wręcz powiedzieć, że istnieją dowody naukowe, które wskazują, że dieta oparta na tego typu założeniach nie ma prawa się sprawdzać i w końcu musi prowadzić do degrengolady sylwetkowej i zdrowotnej. Tymczasem praktyka pokazuje coś innego. Istnieje niezliczona ilość przykładów osób, którym na diecie opartej na zasadach IIFYM udało się zrobić formę nie rujnując przy tym zdrowia. Warto się więc zastanowić jak to w ogóle jest możliwe?

Dobre” i „złe” produkty

Faktycznie przyznać trzeba, że ostatnie lata to czas, w którym coraz więcej mówiło i pisało się o kwestii jakości spożywanej żywności w ujęciu sylwetkowym i zdrowotnym. Temat podejmowany jest skądinąd do dziś zarówno na forach i blogach oraz kolorowej prasie jak i w publikacjach naukowych. W końcu przecież codziennie powstaje niezliczona ilość artykułów dotyczących tego, które produkty tuczą, a które odchudzają, które trują, a które uzdrawiają, stosuje się przy tym niezliczoną ilość kryteriów, które wykraczają poza aspekt kaloryczności bezwzględnej czy zawartości makroskładników. Mowa tutaj o systemach rankingowych opartych na koncepcji indeksu glikemicznego, ładunku glikemicznego, odnoszących się do stopnia przetworzenia czy wreszcie uwzględniających rzekome adaptacje organizmu ludzkiego do tolerowania obecnych w nich substancji takich jak białka mleczne, białka glutenowe, lektyny, saponiny i innych (vide koncepcja diety paleolitycznej). IIFYM ma to wszystko w głębokim poważaniu, a jeśli nawet nie, to wykazuje daleko idącą powściągliwość.

Czy słusznie?

Cóż, wiele zależy od tego przez jaki pryzmat spojrzymy na dietę: czy tylko w odniesieniu do aspektów doraźnej pracy nad sylwetką, czy też może w kontekście do ogólnie pojętego zdrowia (ten podział jest trochę pretensjonalny, bo tak naprawdę w ujęciu długoterminowym nie można oddzielać aspektów zdrowotnych od pracy nad sylwetką, bo kiepskie zdrowie metaboliczne może utrudniać budowę masy mięśniowej czy też – redukcję tłuszczu zapasowego, ale na potrzeby omawianego zagadnienia, warto te kwestie rozdzielić by było bardziej czytelne). W dużym uproszczeniu można powiedzieć, że IIFYM koncentruje się przede wszystkim na aspektach sylwetkowych, natomiast koncepcje żywieniowe stawiające duży nacisk na kwestię jakościowego doboru pokarmów (jak choćby dieta paleo, dieta wegańska i wiele innych), są bardziej holistyczne i w większym stopniu uwzględniają aspekty zdrowotne. Czy jednak często nie zdarza się tak, że wpływ pewnych czynników żywieniowych na funkcjonowanie organizmu ludzkiego nie okazuje się być przeceniany? Mało tego – należy zadać sobie pytanie, czy przypadkiem zawierzanie restrykcyjnym systemom żywieniowym opartym na aspektach jakościowych nie prowadzi do niezdrowego podejścia do jedzenia?