IIFYM – chwilowa moda czy przełom w kształtowaniu sylwetki? Cz. II

W poprzedniej części artykułu, wstępnie przybliżyłem ideę koncepcji żywieniowej zwanej IIFYM, która koncentruje się w swoich założeniach głównie na zapewnieniu odpowiedniej podaży makroskładników. Jako punkt odniesienia obrałem przy tym tzw. „czystą dietę”, czyli sposób odżywiania, oparty bądź to na produktach o określonych walorach prozdrowotnych (lub korzystnych dla sylwetki) lub też przynajmniej – na pokarmach pozbawionych pewnych niepożądanych składników, wskazując na pewne jej wady. W niniejszej części artykułu chciałbym odnieść się do najczęstszych zarzutów wytaczanych przeciwko IIFYM.

Przeczytaj koniecznie:

Odchudzanie bez liczenia kalorii

Kaloria nie jest równa kalorii

IIFYM – chwilowa moda czy przełom w kształtowaniu sylwetki?

Jednym z kluczowych argumentów świadczących przeciwko stosowaniu modelu żywieniowego opartego na IIFYM jest stwierdzenie, które mówi, iż „kaloria nie jest równa kalorii”. Co to w praktyce ma oznaczać? Otóż zwolennicy tej teorii (a sam się do nich zaliczam) uważają, że istnieje duża różnica dla naszego organizmu czy dostarczymy np. 1000 kcal w postaci kaszy gryczanej z łososiem i warzywami czy też – w postaci pączków i lodów. Cóż, faktycznie reakcja organizmu na obie potrawy może być odmienna, dotyczy się to z jednej strony zmian w poziomie glukozy, aminokwasów i lipidów krwiobiegu, a z drugiej strony – odpowiedzi ze strony hormonów takich jak insulina, peptyd YY czy wielu innych. Mało tego – istnieją dowody, iż organizm inaczej metabolizuje poszczególne składniki pokarmowe pomimo, iż należą one do tych samych grup makroskładników.

Mówiąc wprost – reakcja na glukozę i i fruktozę może być inna. Podobnie też reakcja na izomery trans kwasów tłuszczowych pochodzenia przemysłowego także wpływają na organizm inaczej, niż np. kwas dokozaheksaenowy (omega 3). W odniesieniu do skutków fizjologicznych zachodzących w organizmie „kaloria nie jest równa kalorii” (zaraz rozwinę to zagadnienie).

Znamienny jest fakt, iż dla naszego organizmu znaczenie ma czy podajemy taką samą dawkę energii w postaci mocno przetworzonego jedzenia czy jedzenia nieprzetworzonego – jest to powiązane m.in. ze swoiście dynamicznym działaniem pokarmu zwanym też termogenezą poposiłkową. Istnieją badania, które potwierdzają, że jedząc żywność nisko przetworzoną rozpraszamy więcej energii w postaci ciepła niż przy konsumpcji mocno przetworzonych pokarmów, co wykazał m.in. dr Sadie i wsp. w 2010 roku.

Jest też jeden ważny fakt, który warto wziąć pod uwagę - istnieje też taki obiegowy termin: „pusta kaloria”. Warto wiedzieć, iż organizm do prawidłowego funkcjonowania potrzebuje nie tylko białka, węglowodanów i tłuszczu, ale także witamin i składników mineralnych - jeśli ich nie dostarczymy, dojdzie do zaburzenia równowagi ustrojowej i pogorszenia kondycji zdrowotnej. Jedną z konsekwencji może być np. pogorszenie funkcjonowania tarczycy i spadek tempa przemiany materii i większa tendencja do tycia (co obserwuje się chociażby przy niedoborach witaminy D i wapnia). Jeśli nie dostarczymy wszystkich niezbędnych składników pokarmowych organizm będzie funkcjonować gorzej i prawdopodobnie też – trudniej będzie uzyskać dobrą sylwetkę.

Mając te wszystkie dane na uwadze łatwo dojść do wniosku, że dieta wierna idei IIFYM nie ma prawa działać. Tymczasem praktyka pokazuje co innego czego dowodem może być chociażby głośny przypadek amerykańskiego nauczyciela, który odchudził się jedząc tylko dania z baru szybkiej obsługi. Jak to możliwe?