Czy uwzględniając w diecie węglowodany uniemożliwiamy spalanie tłuszczu?

Istnieje taki pogląd, który mówi, że aby uruchomić rezerwy tłuszczowe i pozbyć się nadmiaru centymetrów i kilogramów trzeba koniecznie wykluczyć z diety węglowodany lub też przynajmniej drastycznie ograniczyć ich spożycie. W myśl tej zasady wiele osób eliminuje z diety nie tylko słodycze i dania typu fast-food, ale także pełnoziarniste produkty zbożowe, owoce, skrobiowe warzywa. Warto się zastanowić czy takie rozwiązanie faktycznie jest konieczne.

Przeczytaj koniecznie:

Co jeść przed snem, białko czy węglowodany?

Węglowodanowy dylemat

Zgodnie z zasadami zdrowego żywienia produkty węglowodanowe powinny bezwzględnie stanowić bazę kaloryczną naszej codziennej diety. Z drugiej strony, często pojawiają się głosy, że gdyby nie „węgle” to nie byłoby problemu nadwagi i otyłości, bo bez nich organizm nie jest w stanie gromadzić zapasowego tłuszczu. Cóż, zarówno jedne i drugie założenia mają pewne ograniczenia. Z jednej strony, istnieją przesłanki by uważać, że organizm ludzki jest w stanie prawidłowo funkcjonować przy niskim spożyciu węglowodanów, a z drugiej strony są też powody by zakładać, że nawet przy ograniczeniu podaży węgli jest możliwe gromadzenie tkanki tłuszczowej. Niemniej jednak przyznać należy, iż istnieje spora ilość badań wskazujących, że węglowodanowe restrykcje mogą mieć duże zastosowanie w redukcji tkanki tłuszczowej, sprawdzając się przy tym niekiedy lepiej niż diety niskotłuszczowe z wyższym udziałem węgli (zwłaszcza w początkowym okresie stosowania). Czy jednak oznacza to, że są jedynym słusznym wyjściem jeśli chcemy schudnąć? No i czy to prawda co mówią zagorzali zwolennicy diet niskowęglowodanowych – iż dostarczanie dużego udziału energii z węglowodanów uniemożliwia spalanie tłuszczu zapasowego?

Insulinowy problem

Gary Taubes, postrzegany przez wielu jako guru diet niskowęglowodanowych przekonuje, że przyczyną problemów z nadmiarem tkanki tłuszczowej są węglowodany, które pobudzają wydzielanie insuliny – hormonu blokującego spalanie tłuszczu zapasowego i sprzyjającego jego tworzeniu i magazynowaniu. Cóż, nie da się zaprzeczyć, że insulina posiada takie właściwości, ale aspektu tego nie powinno się rozpatrywać w oderwaniu od bilansu energetycznego. W ciągu dnia cały czas zachodzą w naszym organizmie przemiany anaboliczne i kataboliczne (przy czym mówię tutaj nie tylko o katabolizmie mięśniowym), a od dziennej podaży energii zależy to, które będą miały wpływ dominujący (tutaj trzeba zaznaczyć, że insulina jest hormonem anabolicznym).

W stanie deficytu kalorycznego dominują przemiany rozpadu, w stanie nadwyżki – przemiany syntezy. Oczywiście sytuacja w organizmie ma charakter dynamiczny. Nawet jeśli średnia dobowa wartość energetyczna diety nie pokrywa naszego zapotrzebowania to i tak są momenty, gdy organizm przechodzi w stan anaboliczny – dzieje się to w okresie poposiłkowym. Wtedy też poziom insuliny rośnie do takich pułapów, przy których hamowana jest redukcja tkanki tłuszczowej. W późniejszych porach natomiast, gdy czas od spożycia posiłku się wydłuża, poziom insuliny spada i organizm w celu pozyskania odpowiedniej dawki energii korzysta z zapasów glikogenowych i tłuszczowych. Jeśli w ciągu doby dostarczymy mniej energii niż wynoszą potrzeby ustrojowe – to cudów nie ma - skądś ta energia będzie musiała zostać pobrana. I w tym celu zostaną uruchomione rezerwy zapasowe.

Powyższe informacje to nie są tylko rozważania teoretyczne, tak dzieje się w praktyce, bo przecież ludzie jakoś na dietach z przewagą węgli chudną. Skądinąd postrzeganie problemu z nadmiarem masy ciała jedynie przez pryzmat zależności węglowodany-insulina jest nieporozumieniem, co najmniej z kilku powodów.

Insulina nie jest niezbędna do odkładania tkanki tłuszczowej

Chociaż wielu osobom może się to wydać zaskakujące lub wręcz nieprawdopodobne, to nasz organizm w toku ewolucji wykształcił sobie możliwość odkładania tłuszczu zapasowego bez udziału insuliny. Umożliwia mu to tzw. białko stymulujące acylację (w skrócie nazywane ASP).  Przez naukowców zajmujących się biologiczną rolą tej proteiny została ona nazwana „najsilniejszym stymulatorem syntezy triglicerydów”:

http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/2693569

Tak więc, warto poszerzyć horyzonty myślowe o aspekt działania ASP. Jeśli komuś się wydaje, że po wysokokalorycznym, tłuszczowym posiłku organizm nadal spalać będzie tłuszcz zapasowy, albo też – w żadnym wypadku nie odłoży nic z dostarczonej energii na zapas, ten jest po prostu w błędzie. Warto wiedzieć, że zarówno wzrost poziomu lipidów we krwi jak i wzrost aktywności ASP blokuje działanie enzymów inicjujących rozpad tkanki tłuszczowej, takich jak lipaza hormonowrażliwa (HSL):

http://www.jbc.org/content/277/48/45874.full

To jednak nie wszystko co należy wziąć pod uwagę.