HDL – czy aby na pewno „dobry” cholesterol?

Powszechnie uznawane i często podnoszone założenie mówiące, iż wysoki poziom lipoprotein o wysokiej gęstości, czyli tzw. „dobrego cholesterolu” (HDL), jest czynnikiem obniżającym ryzyko rozwoju chorób układu krążenia o podłożu miażdżycowym, w świetle opublikowanych niedawno danych wydaje się co najmniej niepewne. Wykonane ostatnio badania pokazały bowiem, że nie w każdym wypadku wysoki poziom HDL ma działanie ochronne, a niekiedy wręcz może po prostu szkodzić.

Przeczytaj koniecznie:

Karczoch obniża poziom cholesterolu

Cholesterol „dobry” i „zły”

Zgodnie z przyjętym stanem wiedzy, o wpływie cholesterolu na nasz stan zdrowia świadczy nie tylko jego całkowita zawartość we krwi, ale także poziom i relacja pomiędzy ilością frakcji zajmujących się jego „dystrybucją” w ustroju. Cholesterol występuje we krwi w postaci związanej z białkami. Kompleksy te noszą nazwę „lipoprotein”, z których najistotniejsze to tzw. lipoproteiny o małej gęstości (LDL) oraz lipoproteiny o dużej gęstości (HDL). Frakcje LDL transportują cholesterol do komórek, w tym do komórek tętniczych. W pewnych warunkach cholesterol może zostać „odłożony” w ścianach naczyń krwionośnych, co ma niewątpliwie niekorzystne zdrowotnie skutki. Lipoproteiny o dużej gęstości (HDL) transportują z kolei cholesterol z tkanek obwodowych do wątroby, co uznaje się za zjawisko pożądane. Stąd też frakcje LDL nazywa się   „złym”, a frakcję „HDL” dobrym cholesterolem. Ten podział obowiązuje od dawna i przedstawiany jest jako obowiązujący do dziś, a pomimo, że ma charakter obiegowy i uproszczony – wszedł do języka specjalistycznego i używany jest również przez lekarzy i dietetyków.

Przyjęło się więc, że LDL jest nazywany złym cholesterolem, ponieważ przy podwyższonych wartościach może przyczyniać się do tworzenia blaszki miażdżycowej w obrębie naczyń i tętnic, a HDL nazywany jest dobrym, bo może „zabierać” odkładany przez LDL cholesterol z tkanek z powrotem do wątroby. Logiczne więc jest, że podwyższony poziom cholesterolu złego jest uznawany za zjawisko niepożądane, ale w zamian należycie wysoki poziom cholesterolu „dobrego” uznawany jest za korzystny dla ogólnie pojętego zdrowia. Cóż, ten prosty podział zdaniem niektórych badaczy jest już nieaktualny. Okazuje się bowiem, ze lipoproteiny o wysokiej gęstości nie zawsze są naszymi sprzymierzeńcami…

Przełomowe badanie

Niedawno opublikowane badania wykonane przez naukowców z Perelman School of Medicine działającej przy Uniwersytecie w Pensylwanii pokazały, że wysoki poziom HDL-u wcale nie jest objawem zdrowia, albo inaczej – wcale być nie musi. Wiele zależy od uwarunkowań genetycznych. Polimorfizm genu SCARB1 może powodować zwiększone ryzyko wystąpienia choroby wieńcowej również u osób z podwyższonym stężeniem cholesterolu HDL. Warto wyjaśnić, że gen SCARB1 koduje receptor HDL, zwany SR-BI, na powierzchni komórek. W niektórych wariantach tego genu (homo- i heterozygota P376L) dochodzi do specyficznych nieprawidłowości w obrębie wspomnianego receptora, które sprawiają, że pomimo wysokiego poziomu HDL blaszka miażdżycowa rozwija się niezwykle szybko. Wskazywały już na to wykonane jakiś czas temu badania na myszach, ale nie było pewności czy podobny efekt występuje u ludzi. Dzięki dalszym badaniom przeprowadzonym z udziałem 328 osób z wysokim (powyżej 107 mg/dl) oraz 398 z niskim (poniżej 30 mg/dl) poziomem HDL możemy sądzić, że w przypadku specyficznych uwarunkowań genetycznych, u osób z wysokim poziomem „dobrego” cholesterolu stosunkowo łatwo może rozwinąć się miażdżyca. Więcej na ten temat w poniższym opracowaniu:

https://www.nih.gov/news-events/nih-research-matters/when-hdl-cholesterol-doesnt-protect-against-heart-disease

Dodatkowe dane poniżej:

http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/26965621?dopt=Abstract&holding=npg

Podsumowanie

Istnieją powody by uważać, że zwiększony poziom lipoprotein o wysokiej gęstości nie musi chronić przed rozwojem miażdżycy. Wiele w tej materii zależy od indywidualnych uwarunkowań genetycznych. Jest to niezwykle ważna informacja w dobie mody na wyliczanie „bezpiecznego ratio” oraz trendu polegającego na kierowaniu się jedynie proporcjami w stosunku poszczególnych frakcji i bagatelizowanie znaczenia wysokiego poziomu poszczególnych lipoprotein, triglicerydów i cholesterolu całkowitego. Z drugiej strony należy pamiętać, że temat cholesterolu oraz jego wpływu na ryzyko rozwoju chorób układu krążenia ciągle budzi wiele emocji i nie ma pełnego konsensusu w tej materii. Tak więc przytoczone rewelacje, choć wydają się przełomowe, to także powinny być traktowane z pewnym dystansem.