Czy od czasu do czasu mogę zjeść „coś słodkiego”?

Niewiele jest chyba osób gotowych otwarcie przyznać, iż nie dotyczy ich problem okazjonalnej chociaż potrzeby zjedzenia czegoś słodkiego. Prawda jest taka, że poza nielicznymi wyjątkami wszyscy w zasadzie mamy słabość do słodyczy, a różnimy się pomiędzy sobą tylko tym, jak często jej ulegamy. Wyroby cukiernicze cieszą się bez wątpienia złą sławą i traktowane są jako zdecydowanie niepożądany składnik w diecie, czy jednak oznacza to, że chcąc zachować dobre zdrowie i nienaganną sylwetkę musimy definitywnie wykreślić je ze swojego menu?

Przeczytaj koniecznie:

Słodycze przyspieszają proces starzenia

Co siedzi w słodkościach?

Zanim przejdę do meritum zainicjowanego tematu, chciałbym poświecić chwilę uwagi temu, co tak naprawdę jest złego w słodyczach. W celu zrozumienia istoty tego zagadnienia trzeba bliżej przyjrzeć się etykietom wyrobów cukierniczych. Tóż podstawowy problem z tego typu produktami polega na tym, że składają się one przede wszystkim z dwóch komponentów, takich jak cukry rafinowane (ukryte pod nazwami: sacharoza, syrop glukozowo-fruktozowy) oraz z tłuszcze nierzadko – poddane katalitycznemu uwodornieniu (tłuszcz cukierniczy, olej roślinny utwardzony). Połączenie tych dwóch składników sprawia, że słodkości są niezwykle  tuczące. Choć podłoże przyczynowe jest dość szerokie i wielopłaszczyznowe.

To nie tylko „puste kalorie”…

Dodać warto, że w kwestii tuczących właściwości słodkości chodzi nie tylko o kalorie, ale także o fizjologiczną reakcję organizmu na ich spożycie. Oczywiście słodycze są wysokokaloryczne, ale problem winien być rozpatrywany znacznie szerzej z uwzględnieniem dodatkowych aspektów. Otóż po zjedzeniu paczki ciastek czy tabliczki czekolady aktywacji ulegają mechanizmy, które sprawiają, że z jednej strony dochodzi do zaburzenia funkcjonowania regulacji poboru pokarmu, (w efekcie czego wypełnienie rezerw energetycznych nie jest dla organizmu sygnałem do zaniechania konsumpcji), a z drugiej wzbudzają się hormony (takie jak insulina, która przy braku należytej wrażliwości wybranych komórek na jej działanie staje się wrogiem szczupłej sylwetki) i dalej – enzymy odpowiedzialne za efektywne tworzenie zapasowego tłuszczu.

Niekończące się łaknienie

Oprócz wyżej wymienionych zależności istotną kwestią jest też stan „słodkiego nałogu”. Słodyczami nie da się najeść na zapas. Nawet po osiągnięciu stanu „zemdlenia” wystarczy nieraz kilka godzin by znów poczuć chęć zjedzenia czegoś słodkiego. Uczucie satysfakcji trwa chwilę i szybko zamienia się w potrzebę zjedzenia „kolejnej działki”. Regularne folgowanie sobie i objadanie się słodyczami wywołuje stan uzależnienia, a co szczególnie frapujące – dochodzi także do przytłumienia receptorów smakowych i by wprawić się w pożądany stan zadowolenia konieczne jest zwiększanie dawek. Efekt ten często obserwowany jest u osób z nadmierną masą ciała. Gdzie skutek, a gdzie przyczyna? Cóż, wiele wskazuje, że zależność jest dwukierunkowa. Z jednej strony słabość do słodyczy sprzyja przybieraniu na wadze, a z drugiej nadmiar tkanki tłuszczowej (wydzielającej rozmaite związki biologicznie czynne) sprawia, że łatwiej o dochodzi do deregulacji poboru pokarmu i szybciej – do rozwoju uzależnienia.