„Antydieta” od „specjalisty ds. odchudzania” – dieta beztłuszczowa

Z tłuszczem pokarmowym wiąże się wiele kontrowersji i nieporozumień. Ciągle, niestety, powszechne dość jest przekonanie, które mówi, że skuteczną metodą na to by schudnąć jest „odtłuszczenie” diety. Frapujące jest to, że owemu przekonaniu zawierzają także często trenerzy i dietetycy. W niniejszym opracowaniu chciałbym poświecić chwilę uwagi niskotłuszczowej diecie ułożonej przez „specjalistę ds. odchudzania” dla osoby aktywnej fizycznie.

Przeczytaj koniecznie:

“Antydieta” od „dietetyka”


Środki zaradcze

Podstawowym zabiegiem kierunkowym była modyfikacja diety w taki sposób by spełniała ona następujące warunki:

  • była bardziej zasobna w energię (podnieśliśmy pułap od razu do 2000kcal, a w kolejnych tygodniach dodawaliśmy po około 200 kcal tak długo, jak długo nie zaczął się zwiększać obwód talii i     poziom tkanki tłuszczowej),
  • była bardziej zasobna w tłuszcz (spożycie tłuszczu zostało zwiększone natychmiast do 70 - 80g na dobę, przy czym pojawiły się ryby morskie tłuste, migdały, oliwa z oliwek, masło, całe jaja, olej kokosowy, awokado, wieprzowina i wołowina), w późniejszym okresie spożycie tego składnika było jeszcze wyższe,
  • nie była niedoborowa w żadne składniki pokarmowe (podaż wszystkich witamin i składników mineralnych została wyrównana, jedynie poziom witaminy D został uzupełniony suplementem).

To były najważniejsze zmiany. Dodatkowo ograniczona została podaż nabiału (ale nie został on wykluczony), zniknął natomiast słonecznik, musli, jogurty owocowe i budyń. Do diety włączony został suplement zawierający cynk, magnez i witaminę B6, preparat z witaminą D, różeniec górski (adaptogen), witamina C (duża dawka na obniżenie kortyzolu).

Skutki zmiany działań

W pierwszych czterech tygodniach masa ciała mężczyzny zwiększyła się o 1,5kg, obwód talii jednak zmniejszył się o 1cm, pomimo, iż dzienne spożycie energii podnieśliśmy do 2600kcal. Wg pomiarów analizatora poziom tkanki tłuszczowej zmienił się jedynie delikatnie na plus w ujęciu ilościowym, procentowo jednak się lekko obniżył (obie zmiany były jednak na granicy błędu pomiarowego). Przyrosło natomiast tkanki mięśniowej. W kolejnych tygodniach zostały wprowadzone inne rozwiązania żywieniowe, o których szerzej tutaj pisać nie będę. Najważniejsze jednak było to, że poziom testosteronu podniósł się zaledwie w przeciągu miesiąca o około 70%. Spadł też poziom kortyzolu, (jednak nadal był to pułap nieoptymalny na granicy normy), obniżeniu uległ także poziom TSH o około 30%. Zmiany w profilu hormonalnym okazały się bardzo korzystne przy czym działania żywieniowe polegały na wprowadzeniu tzw. „zdrowej diety” opartej na nisko przetworzonej żywności, bez głębokiego deficytu kalorycznego. Nie była to wyszukana dieta do której ułożenia wymaga się wybitnych umiejętności, a proste menu bez głębokich restrykcji tłuszczowych i kalorycznych. W tym wypadku to wystarczyło by w szybkim tempie poprawić kondycję metaboliczną i samopoczucie. Zazwyczaj jednak sytuacja wygląda inaczej, a niektóre, długo utrwalane złą dietą zaburzenia trudno jest odwrócić w kilka tygodni.

Pointa

Wnioski z opisanego tutaj studium przypadku są takie, by nie katować się skrajnie niskoenergetycznymi i skrajnie niskotłuszczowymi dietami, bo konsekwencje tego typu rozwiązań mogą być opłakane. Warto zawsze kierować się rozsądkiem uważając przy tym na „czarodziejów”, którzy obiecują wiele i którzy w poszanowaniu mają ludzką fizjologię.  

Poprawiamy “antydietę” od “dietetyka”