Czy warzywa faktycznie możemy jeść „do oporu”?

Warzywa bez wątpienia stanowią z jednej strony mocno zróżnicowany, a z drugiej – niezwykle wartościowy element zdrowej diety. Oprócz tego, że dostarczają wielu cennych substancji, to są także (w większości) niskokaloryczne. W efekcie upowszechnił się pogląd, który mówi, iż dawki spożywanych warzyw nie trzeba limitować i można jeść je w nieograniczonych ilościach. Mało tego, niektóre osoby sądzą, że im więcej warzyw konsumują – tym większą przysługę czynią zdrowiu i sylwetce. Czy jednak tego typu przekonania są słuszne?

Przeczytaj koniecznie:

Owoce i warzywa a zakwaszenie organizmu

Co ciekawe, większość problemów pojawiło się po zrezygnowaniu ze „śmieciowego jedzenia” na rzecz wartościowych pokarmów i podjęcie walki z nadmiarem tkanki tłuszczowej przy pomocy porad regularnych bywalców jednego z forów internetowych. Mężczyzna ów wprowadzał rozmaite modyfikacje w diecie, usuwając nabiał (w przekonaniu, iż źródłem problemów jest laktoza), wykluczając napoje gazowane, rezygnując z popijania posiłków. Dodatkowo wprowadził też probiotyki, otręby (które doprowadziły do nasilenia objawów), siemię lniane, betainę HCL, enzymy trawienne – wszystko bez zauważalnej poprawy. W końcu chłopak zdecydował się na wizytę u dietetyka.

Analiza diety

Podczas wywiadu żywieniowego okazało się, że wspomniany klient niemalże z dnia na dzień drastycznie zmienił swoje zwyczaje żywieniowe wykluczając z diety „śmieciową żywność” (słodycze, dania typu fast-food, białe pieczywo, etc), a w zamian postawił na pokarmy nisko przetworzone. Dieta okazała się dość niskokaloryczna, wysokobiałkowa, umiarkowanie niskowęglowodanowa. Dobór produktów był prawidłowy, choć dość selektywny i ograniczony, przez co menu okazało się dość monotonne. Finalnie w diecie brakowała wapnia, witaminy B1, witaminy D, trochę za dużo było też kwasów omega 6. Żaden ze wspomnianych defektów jednak nie mógł jednak stanowić przyczyny problemów trawiennych nieszczęsnego mężczyzny. Szybko jednak udało się zlokalizować potencjalną przyczyną. Wspomniany klient, pomimo iż sumiennie zliczał ilość spożywanych pokarmów, to z rachunków wykluczył warzywa, starając się po prostu jeść ich jak najwięcej. Nie umiał określić dziennego ich spożycia, wspominał jedynie, że jada ich „dużo”, „do oporu”, „tak by się zapchać”. Przy kolejnej wizycie, po starannej analizie okazało się, że przeciętna dawka warzyw przekracza 2kg na dobę, a okazjonalnie sięga 3kg!

Czy to faktycznie zbyt dużo?

  • Po pierwsze, należy pamiętać, że warzywa oprócz tego, iż dostarczają witamin, składników mineralnych dostarcza także błonnika. Błonnik stanowi ważny element naszej diety, ale jego zalecane spożycie mieści się w przedziale od 25 do 40g na dobę. Oczywiście większe dawki nie muszą każdemu szkodzić, ale w przypadku niektórych osób przyczyniają się do występowania problemów trawiennych, zwłaszcza jeśli rozkład flory bakteryjnej w jelitach nie jest prawidłowy. Dzienna podaż błonnika u mojego klienta wynosiła średnio około 80g (przy tym około 65g z warzyw), a w pewnym momencie została jeszcze zwiększona poprzez dodatek otrębów i siemienia lnianego (do około 100g).
  • Po drugie warzywa dostarczają rozmaitych związków, które mogą powodować wzdęcia i gazy, zwłaszcza u osób wrażliwych. Mowa tutaj o fruktanach i oligosacharydach oraz niektórych związkach siarki. Wszystkie te substancje były obficie spożywane przez wspomnianego mężczyznę. Miał on szczególną słabość do brokułów, a także cebuli z udziałem, której przygotowywał mięso, jaja, ryby i sałatki warzywne.
  • Po trzecie, problem strawności wielu warzyw manifestuje się szczególnie silnie gdy spożywane są one w stanie surowym. Znowuż przedstawiony tutaj chłopak preferował starał się unikać obróbki termicznej w przypadku większości warzyw uznając, że wysoka temperatura jest czynnikiem pozbawiającym te pokarmy większości witamin i składników mineralnych.