Kandydoza bez ściemy : Cz. I

Kandydoza jest przypadłością, którą diagnozuje się coraz częściej. Problem polega na tym, że owe diagnozy często stawiane są przez osoby bez odpowiedniej wiedzy i bez wykonania należnych badań. Co więcej, po pochopnym rozpoznaniu choroby wprowadzane są często praktyki lecznicze niemające wsparcia w literaturze fachowej, będące niekiedy produktem mocno wybujałej fantazji. Warto więc przyjrzeć się bliżej kandydozie i spróbować odpowiedzieć na pytania dotyczące tego: jak dochodzi do rozwoju tej choroby, jakie są jej objawy i skutki oraz – jak ją wyleczyć.

Przeczytaj koniecznie:

Dieta sportowa a wrzody żołądka


Trochę historii

O zakażeniach grzybiczych wspominano już w starożytności (pierwsze opisy dotyczące zmian tego typu w obrębie jamy ustnej pochodzą z czasów Hipokratesa), oczywiście ich etiologia nie mogła być wtedy prawidłowo rozpoznana. Dopiero w połowie XIX wieku uznano, iż czynnikiem odpowiedzialnym za wywoływanie niektórych chorób odpowiedzialny jest grzyb Oidium albicans, który od 1923 roku ma nową nazwę - Candida albicans. Pierwszy przypadek choroby, którą dziś nazwalibyśmy zaawansowaną kandydozą zanotowano w roku 1860. Częstotliwość występowania tej przypadłości uległa drastycznemu zwiększeniu w połowie XX wieku, kiedy to zaczęto masowo i niemalże beztrosko używać antybiotyków. I w tym momencie dochodzimy do jednej z ważniejszych przyczyn kandydozy, którą może być długotrwała i zaawansowana antybiotykoterapia. Innymi czynnikami wpływającymi na częstotliwość występowania kandydozy są zaawansowane zabiegi medyczne (związane z transplantacją narządów i stosowaniem środków immunosupresyjnych) oraz wirus HIV – jego nosiciele są narażeni na rozmaite infekcje, w tym również grzybicze.

Kto choruje na kandydozę?

Kandydoza często bywa nazywana chorobą, która występuje bardzo często, jednak zazwyczaj – nie jest wykrywana. Problem polega na tym, że takie stwierdzenia raczej pojawiają się w niefachowych opracowaniach dotyczących tej przypadłości. W naukowych źródłach owszem, wspomina się o możliwości nierozpoznania choroby, ale raczej na próżno szukać danych potwierdzających znaczne jej rozpowszechnienie w populacji krajów takich jak Polska. Tak problem polega na myleniu pojęć. Dla osób niewykwalifikowanych sama obecność Candida albicans w organizmie jest już dowodem na istnienie choroby. A w końcu dane naukowe wskazują, że nosicielami tego grzyba jest około 80% populacji! Byłyby to zatrważające dane gdyby nie fakt, że sama obecność Candida albicans w przewodzie pokarmowym nie jest żadnym problemem zdrowotnym.

W naszych jelitach żyje wiele organizmów, które nie są naszymi przyjaciółmi i które tylko czekają na sprzyjające okoliczności by zrobić nam krzywdę. U zdecydowanej większości osób takie okoliczności nigdy nie nastąpią, a jeśli nawet – to układ immunologiczny po prostu sobie z zagrożeniem poradzi. W grupie ryzyka zachorowania na kandydozę są jednostki z zaburzeniami odporności wynikającymi z:

  • długotrwałej     i zaawansowanej antybiotykoterapii,    
  • obecnością wirusa HIV,
  • stosowania leków immunosupresyjnych,
  • choroby     nowotworowej.

Prawdopodobnymi okolicznościami sprzyjającymi kandydozie mogą też być:

  • cukrzyca,
  • stosowanie inhibitorów pompy protonowej,
  • stosowanie glikokortykoidów,
  • ciężkie oparzenia,
  • choroby trzustki.

Wbrew obiegowym przekonaniom nie ma dowodów na to, że dieta zasobna w cukry sprzyja wspomnianej chorobie. Mówiąc wprost obecność węglowodanów w diecie i to również tych przetworzonych nie jest czynnikiem ryzyka rozwoju kandydozy, a przynajmniej nie zostało to udowodnione naukowo. Czy więc eliminacja węglowodanów może być skutecznym sposobem leczenia omawianej przypadłości? Do odpowiedzi na to pytanie wrócę w kolejnych częściach artykułu.