Ukryte kalorie

„Jem mało a mimo to nie chudnę” te słowa padają niezwykle często na forach internetowych, w rozmowach, konsultacjach z trenerem czy dietetykiem. W praktyce po uważnej i skrupulatnej analizie zwyczajów żywieniowych okazuje się jednak, że powyższe twierdzenie najczęściej nie odpowiada rzeczywistości. W codziennych realiach łatwo jest bowiem przemycić dodatkowe, ukryte kalorie, które mogą przyczyniać się do problemów z masą i składem ciała. Gdzie je znaleźć, albo raczej – jak się przed nimi ustrzec?

Przeczytaj koniecznie:

Dlaczego warto uważnie czytać etykiety produktów żywnościowych

„Bez dodatku cukru” to nie to samo co „bez cukru”

Niektóre produkty żywnościowe oznakowane są pięknie brzmiącym hasłem „bez dodatku cukru”. Ten zapis często jest błędnie interpretowany – wiele osób niesłusznie uważa, że oznacza on, iż dany produkt cukrów w ogóle nie zawiera. W istocie rzeczy wcale tak nie jest. Za przykład mogą posłużyć modne ostatnio dżemy dostępne w marketach. Produkty te faktycznie nie zawierają dodatku sacharozy ani innych cukrów dodanych, ale nie oznacza to, że sacharydów nie dostarczają. Jest wręcz odwrotnie – składają się one bowiem głównie z węglowodanów pochodzących bądź to z owoców, z których zostały otrzymane, bądź też z dodatku zagęszczonego soku, którym są słodzone. Oczywiście podobnych przykładów jest więcej i choć może się to wydawać zaskakujące, wielu osobom wydają się one niskokaloryczne czy też bezkaloryczne, pomimo iż wcale nie różnią się istotnie wartością energetyczną od swoich konwencjonalnych odpowiedników. Za ich pomocą łatwo jest dostarczyć dodatkową dawkę energii.

„Płyn to nie jedzenie”

Dorosły człowiek spożywa najczęściej w ciągu dnia od półtora do trzech litrów płynów. Poza wodą oraz niesłodzoną kawą i niesłodzoną herbatą napoje te najczęściej zawierają pewną ilość węglowodanów (zazwyczaj około 10g na 100ml). Niestety wiele osób w ogóle nie zwraca na ten fakt uwagi, co niesie za sobą nierzadko negatywne konsekwencje. Jak łatwo policzyć, wypicie ledwie litrowej butelki coli jest równoznaczne ze zjedzeniem 100g (to jest bagatela 20 do 25 łyżeczek) stołowego cukru. Oznacza to dostarczenie 400kcal. Analogicznie wygląda niestety sytuacja w przypadku soków owocowych, które także w 8 – 12% składają się z węglowodanów (i na których widnieje mylący dla niektórych osób zapis „bez dodatku cukru”). Dodajmy, że wcale do rzadkości nie należy sytuacja, w której podaż tego typu płynów sięga 3 litrów na dobę. To aż 1200kcal (pochodzących z rafinowanego cukru), co stanowi niemal 50% zapotrzebowania kalorycznego przeciętnego, dorosłego mężczyzny prowadzącego siedzący tryb życia.

„Przecież to się wysmaży”

Chociaż osobom lepiej zaznajomionym z tematyką żywienia wydawać się to może zaskakujące, to wcale do rzadkości nie należy przekonanie, zgodnie z którym tłuszcz używany do smażenia ulega „wytopieniu” i jakiejś cudownej dezintegracji, która sprawia, że dostarczone za jego pomocą kalorie znikają… Oczywiście jest to twierdzenie błędne. Poddawane obróbce mięso, warzywa, jaja czy inne produkty mogą wchłaniać sporą ilość tłuszczu z patelni, zwiększając swoją kaloryczność niekiedy nawet dwukrotnie (wiele zależy od samej potrawy, sposobu smażenia i użytego medium smażalniczego). Co ciekawe, mało kto zdaje sobie sprawę, że „odrobina” oleju wylana na patelnie może być naprawdę kaloryczną bombą. Wiele osób dodających tłuszczu „na oko” używa naprawdę sporych jego ilości wynoszących niekiedy grubo ponad 20 – 30g. Tymczasem 1g tłuszczu to 9 kcal. Smażąc  w sposób nieprzemyślany można niekiedy podbić energetyczny bilans o dodatkowe 300 – 400kcal.

Drobne dodatki

Stare porzekadło głosi, iż „diabeł tkwi w szczegółach”. W twierdzeniu tym jest sporo prawdy. Na co dzień łatwo jest przemycić niby niewielkie dawki energii w produktach, które stanowią symboliczne dodatki do potraw. Mowa m.in. o niektórych przyprawach czy już zwłaszcza sosach w proszku zawierających tłuszcze utwardzone (szczególnie niebezpieczne dla zdrowia i sylwetki) oraz cukry takie jak sacharoza czy jej odpowiednik – syrop glukozowo- fruktozowy. Podobnie też niektóre słodziki dostarczają pewnej dawki energii. Ksylitol sam w sobie nie jest zupełnie bezkaloryczny, a produkty słodzące oparte na stewii niekiedy w 98% składają się z… maltodekstryny czyli polimeru glukozy (4kcal / g). Ketchup, majonez, sos czosnkowy to także dodatkowe kalorie, podobnie jak gotowe surówki warzywne dostępne w marketach, które niby ciężkich sosów nie zawierają, ale po prostu są słodzone.