Pięć ciekawostek na temat pangi

Jeszcze kilkanaście lat temu o pandze nikt nie słyszał, dziś natomiast bije rekordy popularności. Można powiedzieć, że dzięki pandze Polacy polubili ryby. Czy to dobrze? Cóż, można mieć pewne wątpliwości. Panga bowiem ma swoje tajemnice, które sprawiają, że raczej nie należy zachęcać do jej konsumpcji. Co warto o niej wiedzieć?

Przeczytaj koniecznie:

Dlaczego warto jeść ryby?

Panga nie jest rybą morską

Wiele osób kupuje pangę w przekonaniu że realizuje tym samym jedną z zasad zdrowego żywienia, która mówi o regularnym spożywaniu ryb morskich. Tymczasem ryba to w swoim krótkim życiu nigdy morza na oczy nie widziała. Pangi dostępne w sklepach pochodzą ze specjalnych hodowli zwanych akwakulturami, które wbrew nazwie z kulturą nie mają nic wspólnego. To po prostu wydzielone obszary wodne gdzie ryby te wiodą swój smutny żywot jedna na drugiej tyjąc w ekspresowym tempie.

Panga – rybka wysokowydajna

Gdybyśmy chcieli przyrównać filety z pangi dostępne w naszych sklepach do jakiejś wędliny, to należałoby wskazać tutaj na parówki. Pangę można wyhodować niemal z dnia na dzień. Wietnamczycy z jednego hektara akwakultury potrafią uzyskać niemal dziesięć ton tej ryby. W porównaniu z polskimi hodowlami karpi jest to ilość astronomiczna. Co więcej głęboko mrożony filet z pangi zawiera niekiedy nawet 40%  glazury, czyli po prostu wody…  Po odliczeniu tego dodatku jej cena nie jest już tak atrakcyjna…

Panga czyli woda i białko

Wartość odżywcza pangi jest o wiele niższa niż wartość odżywcza ryb morskich takich jak łosoś, makrela, halibut czy choćby śledź. Panga w przeciwieństwie do wyżej wspomnianych nie dostarcza ani istotnych dla naszego zapotrzebowania dawek witaminy D, ani selenu, ani bezcennych wielonienasyconych kwasów tłuszczowych należących do rodziny omega 3. Mięso pangi to w zasadzie woda i białko, czyli coś co przypomina pierś z kurczaka, tyle że wyhodowaną w tempie błyskawicznym przez Wietnamczyków w wodzie z niezbyt czystego Mekongu…

Panga „prawie” jak sola?

Z racji, iż wygląd i smak pangi przypominać może solę – czyli bardziej ekskluzywną, morską rybę, to zdarzać się może niekiedy tak, że ryby te sprzedawane są zamiennie, przy czym jak łatwo się domyślić owa „zamiana” przebiega tylko w jednym kierunku. Takich sprytnych wybiegów w mniejszym stopniu należy obawiać się w sklepach rybnych i marketach, a w większym w – punktach gastronomicznych. Dla pewności lepiej jest zamówić łososia.

Antybiotyki i hormony

Z hodowlą pangi wiąże się wiele kontrowersji, istnieją źródła, które wskazują, ze nie tylko przebiega ona w zanieczyszczonych akwenach, ale towarzyszy jej także podawanie wysokich dawek antybiotyków i hormonów. Czy powinniśmy się obawiać? Teoretycznie ryby trafiające na rynek europejski przychodzą odpowiednie kontrole, mimo to jednak Czesi kilka lat temu w mięsie pangi wykryli antybiotyk - neomycynę w dawkach trzykrotnie przekraczających dopuszczalne normy. Dla równowagi warto wspomnieć, że wbrew obiegowym teoriom panga nie jest skoncentrowanym źródłem rtęci, w przeciwieństwie np. do tuńczyka...

Wnioski

Biorąc pod uwagę wartość odżywczą tkanek jadalnych pangi, jak i kontrowersje związane z jej hodowlą, raczej nie należy szukać dla potraw z jej udziałem stałego miejsca w diecie. Korzystniej jest sięgnąć po lepsze jakościowo, dziko żyjące ryby morskie, takie jak chociażby śledź czy łosoś.