Świąteczne kilogramy – czyli jak bardzo zaszkodzi mi trzydniowa swawola?

Świętowanie nierozerwalnie kojarzy się biesiadowaniem przy uginającym się pod ciężarem wysokokalorycznych potraw stole. Niepohamowane łakomstwo natomiast, jak łatwo się domyślić, zazwyczaj odciska swoje piętno na sylwetce. Czy jednak teorie na temat tego, jak bardzo tyje się podczas świąt nie są trochę na wyrost? Czy faktycznie w zaledwie trzy dni można doprowadzić do wyraźnego i trwałego przyrostu tkanki tłuszczowej? Czy osoby chcące utrzymać ciężko wypracowaną formę powinny uciekać od świątecznego stołu, odmawiać dokładki i rezygnować z domowych wypieków? A może od czasu do czasu warto „popuścić pasa” i zafundować sobie beztrosko kulinarne szaleństwo?

Przeczytaj koniecznie:

Ile masz zamiar przytyć w nadchodzące święta?

Święta, święta i po ciężko wypracowanej formie…

„Ile można przytyć w święta?” To naprawdę dobre pytanie, na które spora część ekstremalnie świętujących osób pozna odpowiedź już za trzy dni. Czy po tym okresie stając na wadze spodziewać należy się powalających wyników? Cóż, wiele zależy tutaj od bożonarodzeniowej diety. Warto zdać sobie sprawę z tego, iż tak naprawdę zdolności ludzkiego organizmu do magazynowania tłuszczu zapasowego są nieograniczone. Oznacza to, że jesteśmy w stanie odłożyć taką ilość zapasów lipidowych, jaką nadwyżkę kaloryczną dostarczymy z pożywienia. Czyli przykładowo, zjadając 4000 nadprogramowych kilokalorii  jesteśmy w stanie zyskać pół kilograma tłuszczu zapasowego.

Ewentualnym czynnikiem limitującym może być tutaj kondycja przewodu pokarmowego, dostępność trawiennych enzymów i tempo pasażu jelitowego, które mają charakter zmienny i osobniczy. Niemniej jednak warto wiedzieć, iż jak najbardziej jest możliwe zyskanie nawet kilku nadprogramowych kilogramów w ciągu trzech dni świąt. Niekoniecznie oczywiście całość zdobytej masy musi stanowić tkanka tłuszczowa, ale nie ma też się co łudzić iż ewentualna nadwyżka pomoże w sposób istotny rozbudować mięśnie. Nie. Znaczną część nadbagażu stanowić będzie woda i treść przewodu pokarmowego. Tego typu kilogramów oczywiście można się szybko pozbyć, ale przyrost tkanki tłuszczowej okazać się może niestety trwały.

Komu najbardziej zaszkodzi świąteczne łakomstwo?

Nie trzeba być szczególnie wnikliwym obserwatorem by zauważyć, iż niektórym osobom kulinarne folgowanie szkodzi bardziej, a innym mniej. Istnieją nieszczęśnicy, którzy „puchną” już od dwóch kawałków sernika, analogicznie też są na świecie jednostki, które po całym dniu rozpusty budzą się rano z płaskim brzuchem. Od czego to zależy? Cóż, czynników różnicujących jest kilka. Determinującym aspektem są indywidualna uwarunkowania genetyczne. Niektóre osoby przychodzą na świat z szybszym metabolizmem, inne – z większą tendencją do odkładania w okolicy pasa każdej nadprogramowej kalorii. Nie tylko jednak cechy wrodzone mają tutaj znaczenie. Ważne są także czynniki takie jak:

- masa i skład ciała – osoby z wyższym poziomem tkanki mięśniowej i niższym tłuszczowej lepiej radzą sobie z nadwyżką kaloryczną, efektywniej spalają dostarczone kalorie, a ich nadmiar magazynują w postaci glikogenu, którego potencjalne rezerwy są o wiele większe niż u osób z niskim poziomem tkanki mięśniowej;

- aktywność fizyczna – jak łatwo się domyśleć, sportowcy i jednostki bardzo aktywne mają więcej sposobności ku temu by spalić nadmiar dostarczonej energii. Wysiłek fizyczny to znakomity sposób na to by poradzić sobie ze skutkami świątecznego łakomstwa, przynajmniej tymi związanymi z wpływem na sylwetkę;

- bieżący stopień odżywienia – jeśli przez dni poprzedzające święta nie objadaliśmy się nadto, a raczej zachowywaliśmy umiar w konsumpcji, to prawdopodobnie w rezerwach glikogenowych jest jeszcze miejsce na dodatkowe kalorie na ewentualną nadwyżkę. Jeśli jednak od tygodnia dajemy upust swojemu łakomstwo, to rezerwy glikogenowe są przepełnione i nie zmieszczą już ewentualnej nadwyżki. Dodatkowe kalorie trafią więc do adipocytów, czyli – komórek tłuszczowych.

Podsumowanie

Nie ulega wątpliwości, że święta to nie jest dobry czas na to, by „zarzynać się” restrykcyjnymi dietami. Chyba mało komu w ogóle wpada do głowy pomysł, by bożonarodzeniowy klimat zakłócić usilnym odchudzaniem. Z drugiej strony jednak święta nie koniecznie muszą kojarzyć się z perspektywą trzydniowego łakomstwa. W okresie tym oczywiście można pozwolić sobie na odrobinę szaleństwa, ale warto zachować minimum zdrowego rozsądku starając się wybierać wartościowe potrawy i unikając przejadania się przy każdej możliwej okazji.