Czy można zaakceptować otyłość? Czy otyłość jest piękna?

W USA pojawiły się ostatnio „tłuszczowe aktywistki”, które przekonują, iż nie ma niczego złego w otyłości. Gdyby tylko głosiły takie poglądy, byłoby to bulwersujące, ale jeszcze do zrozumienia. Ale wspomniane panie, np. Virgie Tovar, idą dalej. Sugerują, by nie kierować się zdaniem lekarzy, tylko samodzielnie podejmować decyzje dotyczące stanu zdrowia. Zalecają nawet , by się nie ważyć, aby nie pogarszać swojego samopoczucia! „Bo przecież nadmiarowa waga nie ma nic wspólnego ze zdrowiem”.

Skomentuję to następująco - otyłość nie jest tylko problemem estetycznym, ale także zdrowotnym. Nie jest tak, iż bezkarnie możesz składować dziesiątki nadmiarowych kilogramów. Naukowcy piszą bez ogródek: otyłość jest chorobą. Akceptacja otyłości i zachęcanie do jej powiększania przypominają osobę, która cieszyłaby się ze wzrostu nowotworu, rozwoju gruźlicy czy zapalenia płuc. A to właśnie robi Virgie Tovar i jeszcze zyskuje tysiące zwolenników, bo: „jest odważna, łamie tabu”, „odnalazła własne ja”, „wyszła i pokazała światu, jaka z niej feministka” itd. Adela Hruby z Wydziału Żywienia Uniwersytetu w Harvardzie (jednego z najlepszych na świecie) napisała: Otyłość to złożona, wieloczynnikowa i dająca się w dużej mierze do uniknięcia choroba, dotykająca wraz z nadwagą, ponad jedną trzecią dzisiejszej populacji świata. Jeśli utrzymają się tendencje wzrostowe, do 2030 r. około 38% dorosłej populacji na świecie będzie miało nadwagę, a kolejne 20% będzie otyłych (2). Najczarniejsze scenariusze dotyczące USA mówią o 85% ludności mających nadwagę i otyłość w roku 2030 [3].

Podczas, gdy tendencje wzrostowe dotyczące otyłości w większości krajów rozwiniętych ustabilizowały się, chorobliwa otyłość w wielu krajach nadal rośnie, w tym wśród dzieci. Ponadto rozpowszechnienie otyłości w krajach rozwijających coraz bardziej przypomina kierunek amerykański.

Skąd się wzięła otyłość?

Tak, zdarza mi się zjeść pizzę. Tylko czym innym jest pizza robiona w domu, zawierająca wysokiej jakości ser żółty (w niewielkiej ilości), wysokiej jakości szynkę, oliwki – a ta oferowana w pizzeriach, zawierająca odpady seropodobne, niskiej jakości szynkę i kiepskie oliwki w znikomej ilości. Czym innym jest typowa, minimalistyczna włoska pizza serwowana na cienkim cieście, bez sosu, a ta w polskiej wersji, na grubym „podkładzie”, gęsto okraszona tłustymi dodatkami. Notabene, w domu można zrobić nawet pizzę dietetyczną, ale to temat na zupełnie inny artykuł. Nawet, jeśli pozwolę sobie na pizzę „w mieście”, to zachowuję przy tym dużą aktywność fizyczną. Zwykle codziennie pokonuję kilka km pieszo, kolejne kilka km na rowerze, do tego biegam, pływam, 3 x w tygodniu wykonuję interwały (na tętnie 160-180 przez 25-35 minut) oraz trening siłowy. Zdarzają się dni, gdy krokomierz w pulsometrze pokazuje mi ponad 15 000 kroków (i nawet nie traktuję tego chodzenia, jako treningu). Nigdy nie miałem problemu z nadwagą, tym bardziej, iż uwzględniam zjedzenie „oszukanego posiłku” w bilansie, tego dnia już sobie nie folguję z ilością węglowodanów i tłuszczów. Do posiłku zamiast alkoholu mam wodę lub herbatę, a po zjedzeniu np. pizzy, przejdę chociaż 2-3 km. Bywa też tak, że tego dnia mam już za sobą 30-40 minutowe bieganie i wydatek nawet 900-1000 kcal (komputer treningowy oblicza wydatek energetyczny na podstawie tętna, wagi, wzrostu, wieku itd.). Trening siłowy i interwały oznaczają w moim przypadku łączny wydatek od 900 do 1100 kcal na 1 sesji. To nie znaczy, że masz próbować treningiem pokonać złą dietę, to się nigdy nie uda. Tylko mimo tych wszystkich treningów, zjadam pizzę ledwie raz na kilka miesięcy. Normalnie nie zdarza mi się sięgać po produkty z McDonald’s (oprócz kawy bez cukru), KFC czy Pizza Hut.  

Powód nr 1 - Zbyt dużo jesz!

Pierwszym powodem, dla którego ludzie są otyli, jest niedopasowanie podaży energii do wydatku energetycznego. Jeśli już musisz zjeść bombę węglowodanowo-tłuszczową (np. pizzę), to zaplanuj aktywność fizyczną przed i po podobnym posiłku. Najbezpieczniej byłoby unikać tego typu produktów, a sięgać po nie raz na kilka tygodni. Im masz więcej „balastu” tym rzadziej powinieneś sięgać po fast foody. Dlaczego? Bo im więcej energii dostarczasz, tym szybciej tyjesz. Tymczasem „tłuszczowe aktywistki” sugerują, by przestać się martwić podażą energii i jeść „na co tylko ma się ochotę”! Niektóre próbują nam wmówić, iż „organizm sam wie, czego potrzebuje”. Nic podobnego, gdyby kierować się tylko smakiem i ochotą na dany pokarm, to dieta składałaby się z samych wysokoprzetworzonych produktów, prowadzących do cukrzycy, otyłości i nowotworzenia. Z pewnością brakowałoby tam kluczowych dla zdrowia protein, tłuszczów jedno- i wielonienasyconych (w tym z grupy omega-3), witamin, minerałów, błonnika, za to dieta obfitowałaby w cukry proste, tłuszcze nasycone, kwasy omega-6 i wiele rakotwórczych związków (częściowo ich pojawienie się wynikałoby np. z długotrwałej obróbki termicznej mięsa, smażenia). Ponadto trzymanie stałej diety powoduje adaptacje smakowe, np. nie piję słodzonej kawy czy herbaty i gdy taka wersja napoju jest serwowana np. na służbowym wyjeździe, to pojawia się problem. Jeśli na co dzień unikasz słonych i zawierających zbyt dużo cukru produktów, nie będą Ci one smakowały. Natomiast, jeśli nauczysz np. dziecko, jeść tylko słodkie przekąski, to nie dziw się, iż nie będzie chciało żadnego konwencjonalnego pokarmu. Tak samo ma się kwestia picia słodzonych napojów, jeśli na co dzień pijesz wodę z cytryną czy wodę z kwaśnym sokiem żurawinowym, to nigdy nie przekonasz się do napojów cola czy soków 100%. Będą one po prostu za słodkie.

Powód nr 2 - Zbyt mało ruchu!

Drugim powodem, dla którego ludzie są otyli, jest niewystarczająca aktywność fizyczna. Codziennie powinno się przespacerować 3-4 km. Tymczasem w małych miejscowościach ludzie często dojeżdżają samochodem, nawet jeśli mają do pokonania mniej, niż 1.5 km. Upowszechniły się windy, ułatwienia, a niektórzy ludzie nie rozstają się ze swoimi pojazdami, nawet na urlopie. Do tego dorzuć przesiadywanie z laptopem, z konsolą, z tabletem, ze smartfonem. I jak tu nie wspomnieć o oglądaniu telewizji, która można zająć kilka godzin dziennie? W dobie Youtube’a można codziennie stracić wiele godzin czasu, w bezruchu. Dla wielu ludzi zmienił się także sposób pracy, coraz częściej polega na nieaktywnym przesiadywaniu przed komputerem.

Powód nr 3 - Źle  trenujesz!

Trzecim powodem, dla którego panoszy się otyłość, jest niewłaściwy trening. Nawet, jeśli ktoś ćwiczy, to plan powinien być sensowny (góra/dół, push-pull-legs, FBW, rozsądny Split na 4-5 dni itd.). Tymczasem bardzo często widzę kobiety, które wykonują martwy ciąg z odważnikiem (kettlebells) ważącym 2.5 – 5 kg. Ostatnio pewna nastolatka ze zdziwieniem dowiedziała się ode mnie, iż niszczy kręgosłup wykonując silny przeprost. Tak, istnieją podobne ćwiczenia fizjoterapeutyczne, ale na pewno nie należy tak trenować z obciążeniem. Była tym bardziej zdumiona, bo pewnie nie wiedziała, co to znaczy przeprost. Większość kobiet uczestniczących w treningach ćwiczy w sposób nie przynoszący rezultatów. Dlaczego? Intensywność jest za niska, przerwy wypoczynkowe zbyt długie, a wybrane ćwiczenia angażują tylko małe grupy mięśni. Najczęściej panie tracą czas na odwodzenia i przywodzenia nóg, wyprosty z gumą oporową, wznosy bioder w leżeniu czy wspomniany martwy ciąg sumo, ale z ciężarem który nie może przynieść żadnego efektu. Inne próbują wyciskać sztangę leżąc, ćwiczenie jest absurdalnie nieprzydatne kobietom (chyba, że startują w wyciskaniu leżąc lub trójboju siłowym). Wcale nie jest lepiej na treningach personalnych, widziałem „profesjonalną sesję” polegającą na ćwiczeniach na piłce i przy zastosowaniu gum oporowych. OK, może i warto tak sobie potrenować, ale po zasadniczej części, w której będą: przysiady, martwy ciąg, podciąganie, wiosłowanie, wyciskanie sztangi stojąc. Na pewno nie ma dużego sensu ćwiczenie przez 45 minut samego brzucha i w sposób izolowany wybranej części uda. A tak najczęściej wyglądają treningi kobiet. Jest to tym dziwniejsze, iż w Internecie jest pełno planów treningowych dedykowanych dla pań i jakby tego było mało setki filmów instruktażowych z wykonaniem najważniejszych ćwiczeń. Wyjaśnieniem może być to, iż martwy ciąg, przysiady pełnozakresowe, wykroki, podciąganie na drążku i wiosłowanie sztangą są ciężkie, więc lepiej w tym czasie powyginać się na piłce, odwodzić nogi w leżeniu czy unosić biodra z mini-gryfem ważącym 15 kg. Tylko to przynosi znikome korzyści w perspektywie następnych kilku miesięcy.

Powód nr 4 - Złe wybory żywieniowe!

Czwarty powód otyłości to upowszechnienie się napojów słodzonych, ciastek, batoników, ciast, lodów, jogurtów słodzonych (klasycznych i pitnych). Ale winne nie są produkty, tylko złe, świadome wybory żywieniowe konsumentów. „Tłuszczowe aktywistki” wręcz zachęcają do jedzenia lodów czy pizzy.

https://www.instagram.com/p/BynXT2vBKwG/

Jedno ze zdjęć „tłuszczowej aktywistki” Virgie Tovar, które obrazuje problem.

„Jestem tłusta, ale dobrze wyglądam w kostiumie kąpielowym”.

Fotografia: Virgie Tovar w pełnej krasie.

Virgie Tovar twierdzi, iż nie musi pozbywać się 9, 18 czy 25 kg, by dobrze wyglądać w kostiumie kąpielowym. Wyglądam dobrze, teraz! [4]

To zastanawiające, iż autorka nie zrozumiała, że odstrasza mężczyzn wyglądem. Więc jej poglądy feministyczne doskonale korelują z 30-40 kg „tłuszczowym balastem”. „Nikt mnie nie chce”, więc… to wina mężczyzn. „Jestem gruba”, to wina mężczyzn. To, że jest chora z pewnością jest winą mężczyzn. Autorka uważa, iż eksponując tłuszcz zachęca innych do jej podziwiania, flirtowania i czczenia! Przykro mi, ale świat nie działa w ten sposób. Możesz obwiniać o wszystko mężczyzn, twierdzić, iż eksponowanie tłustego ciała jest „formą protestu”. Virgie cieszy się też, iż wyprodukowano kilkanaście tysięcy bikini w wersji dla grubasów. To tak, jakby cieszyć się, iż nowotwór zajął już nie tylko wątrobę, ale i nerki.

Autorka twierdzi też, iż „społeczeństwo narzuca kobietom standardy piękna, dlatego Virgie eksponuje swoją brzydotę, by walczyć z tym zjawiskiem”. A nie robią tego przypadkiem mężczyźni? Przykro mi, ale świat jest tak urządzony, iż najbardziej pożądane są szczupłe (ale nie przesadnie) sylwetki pań i atletyczne sylwetki mężczyzn. Podoba się określona symetria w budowie. Wynika to z uwarunkowań ewolucyjnych, na pewno nie jest to winą mężczyzn, iż podobają im się określone, damskie sylwetki.

„To na pewno spiskują mężczyźni, by kazać się kobietom odchudzać!”

Co za przypadek. Badanie naukowe z 2016 r., w którym ważną rolę odegrała kobieta, Mary-Ellen Brierley z Sydney. [5] Już słyszę te krzyki feministek: „I ona śmie mówić kobietom, co lubią mężczyźni? Przecież to oburzające!”. Nie, to wynik ewolucji gatunku człowieka. To tak, jakby się oburzać na to, iż świeci słońce, że bociany potrafią zabijać swoje młode [6] albo, że człowiek nie potrafi korzystać z fotosyntezy, tylko musi ciągle jeść.

30 kobietom i 33 mężczyznom polecono manipulować 15 wizerunkami kobiecego i 15 męskiego ciała pod względem zawartości tłuszczu i mięśni, aby uzyskać idealne sylwetki pod względem zdrowia i następnie atrakcyjności. Zastosowano program modyfikujący wygląd sylwetki pod względem ilości mięśni i tłuszczu.

Graficzne zobrazowanie wyników eksperymentu. Mężczyźni wolą bardziej otłuszczone kobiety.

Wyniki:

  • najbardziej atrakcyjne dla mężczyzn były odtłuszczone sylwetki kobiet, takie gdzie % ilość tkanki tłuszczowej była nawet poniżej poziomu uznawanego za zdrowy (9.48 kg tłuszczu; optymalna okazała się całkowita waga ciała 51.79 kg); zastosowano modelowe kobiece sylwetki mające od 163 do 166 cm wzrostu,
  • z kolei „za zdrowe” panowie uznali damskie sylwetki mające więcej tkanki tłuszczowej (11.14 kg), przy 53.72 kg masy całkowitej,
  • mężczyźni częściej wybierali mniej umięśnione sylwetki pań (mające 42.45 kg mięśni),
  • postrzeganie męskich sylwetek ze względu na ilość tłuszczu i mięśni, było podobne dla zakresu uznawanego za normalny; zastosowano modelowe męskie sylwetki mające od 175 do 177 cm wzrostu,
  • mężczyźni częściej wybierali męskie sylwetki o niższej wadze, ale nie kobiety (czyli panie wybierają nieprzypadkowo sylwetki bardziej atletyczne),

Komentarz: gdyby przeprowadzić to badanie z udziałem osób odtłuszczonych, trenujących, umięśnionych, to wyniki byłyby zupełnie inne. Przykładowo, nie uważam, by 18% tkanki tłuszczowej dla kobiety było niezdrowe czy było „zbyt małą ilością”. Zacząłbym się wahać, gdyby kobieta miała 14-15% tkanki tłuszczowej (i mniej). Tak samo u przeciętnego mężczyzny mającego 175-177 cm wzrostu i 75.43 kg wagi, otłuszczenie w granicach 16% nie jest niczym niezwykłym. Osoby trenujące chętnie wybierałyby bardziej umięśnione sylwetki o niższej ilości tkanki tłuszczowej (można przypuszczać, iż np. wybierałyby przy 175 cm 90 kg i 10-14% tkanki tłuszczowej).

Skutki otyłości, czyli Ty też za to płacisz

Wg danych Centers for Disease Control and Prevention (CDC): 36.5% dorosłych mieszkańców USA jest otyła. Otyłość bezsprzecznie powiązano z występowaniem chorób serca, udarami, cukrzycą typu II, destrukcją stawów oraz wieloma rodzajami raka. Roczne koszty opieki zdrowotnej nad osobami otyłymi w USA wynoszą 147 miliardów dolarów. Koszty opieki nad osobą otyłą są wyższe o 1429 dolarów wyższe (ponad 5000 zł), w porównaniu do tej o normalnej wadze i składzie ciała [7]. Międzynarodowa Agencja Badań nad Rakiem (działające pod egidą WHO, Światowej Organizacji Zdrowia) wiąże otyłość z nowotworami: piersi, jajnika, mózgu i CNS, nerek, trzustki, żołądka, jelit, wątroby, tarczycy, macicy, przełyku itd. Redukcja nadmiernego otłuszczenia ciała wiąże się za spadkiem występowania ww. zmian nowotworowych.

Podsumowanie

Otyłość nie jest zdrowa i nigdy nie będzie, choćby „tłuste feministki” założyły milion grup wsparcia na Facebooku lub wydały setki książek. Otyłość należy traktować, jako chorobę, tym bardziej, iż generuje kolosalne obciążenie dla budżetu związanego z ochroną zdrowia. W polskim systemie każdy składa się na leczenie powikłań otyłości. Czy to rozsądne? Tłuste feministki w rodzaju Virgie Tovar mają „rozwiązanie” problemu: wyrzuć z domu wagę, nie słuchaj lekarzy, załóż bikini, jedz lody i pizzę oraz zachęcaj inne chore osoby, by przestały się przejmować swoim stanem zdrowia! I na dodatek Tovar twierdzi, iż to mężczyźni każą się kobietom odchudzać oraz że narzucają im idealny wizerunek sylwetki. Oczywiście… Głośny krzyk nie zmieni faktów, a prymitywne mechanizmy obronne niestety są dobre, ale tylko na krótką metę. Sama pracujesz na to, jak wyglądasz. Oczywiście możesz winić mężczyzn, wodę, słońce, drzewa lub wiatr.

 

Źródła: Adela Hruby, PhD, MPH and Frank B. Hu, MD, PhD, MPH „The Epidemiology of Obesity: A Big Picture”https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC4859313/