Stworzymy dla Ciebie

Indywidualny plan Dietetyczny

Sprawdź ofertę

Poznaj nasz nowy

Kalkulator kalorii

Wypróbuj go
Forum

Stworzymy dla Ciebie

Indywidualny plan Dietetyczny

Sprawdź ofertę

Poznaj nasz nowy

Kalkulator kalorii

Wypróbuj go
Artykuły
Sklep

Wielkanoc z perspektywy dietetyka, czyli jaja, cholesterol i szarlotka

Wielkanoc z perspektywy dietetyka, czyli jaja, cholesterol i szarlotka
Wielkanoc to czas, w którym – jak pokazują statystyki – jemy więcej jajek. Tymczasem, jak wiadomo jaja są obfitym źródłem cholesterolu, który obwiniany jest za szereg problemów zdrowotnych takich jak chociażby wzrost ryzyka rozwoju chorób układu krążenia o podłożu miażdżycowym. W związku z tym pojawia się obawa dotycząca potencjalnych konsekwencji zdrowotnych jajecznego łakomstwa jakie ma niekiedy miejsce w okresie wielkanocnym. Czy faktycznie jednak podczas świąt to właśnie jaja stanowią największe zagrożenie dla naszego zdrowia?

Pomimo, iż wszyscy moi bliscy wiedzą, że jestem dietetykiem  i z racji wykonywanego zawodu, posiadam pewną wiedzę z zakresu fizjologii żywienia, to i tak w sytuacji gdy podczas świątecznego śniadania pozwalam sobie na zjedzenie np. pięciu jaj, zaraz pojawiają się pytania (ze strony babci, cioci, wujka) dotyczące tego „czy to na pewno zdrowe jeść tyle jajek?” Odpowiadam wtedy zazwyczaj, iż tego typu obawy nie mają uzasadnienia, że zalecenia mówiące, iż można jeść tylko dwa jaja tygodniowo dawno odeszły do lamusa oraz, że od cholesterolu pokarmowego o wiele większym zagrożeniem dla zdrowia są cukry rafinowane, którymi tak chętnie się podczas świąt zajadamy. Niestety, moje argumenty okazują się mało znaczące, gdyż rok w rok sytuacja się powtarza. Im więcej jajek skonsumuję podczas Wielkanocnego śniadania, tym moi bliscy wyrażają większą troskę o kondycję mojego układu krążenia …

Z perspektywy dietetyka najbardziej intrygujące jest to, że często te same osoby, które z obawą patrzą na moje jajeczne łakomstwo, zaraz po śniadaniu naciskają bym poczęstował się jeszcze kawałkiem jabłecznika, porcją sernika, a jak dam się namówić - nalegają na dokładkę. Dzieje się tak, pomimo iż niejednokrotnie zwracałem uwagę na fakt, że raczej przejadanie się słodkościami a nie jajkami stanowić może zagrożenie dla zdrowia.  Moje uwagi i opnie puszczane są mimo uszu, co samo w sobie, sytuacyjnie ma wiele uroku i jest nawet zabawne, ale i zarazem skłania do dość smutnych wniosków. Sytuacja ta bowiem znakomicie obrazuje popularny sposób myślenia dotyczący roli czynników żywieniowych w rozwoju przypadłości takich jak miażdżyca. Owe myślenie polega na błędnym przypisywaniu jednym produktom właściwości antyzdrowotnych i jednoczesnym bagatelizowaniu groźnych konsekwencji związanych z wysoką konsumpcją innych pokarmów.

Niestety naszym życiem kierują często stereotypy, które prowadzą  do błędnych wniosków, a co za tym idzie również – do niewłaściwych zachowań żywieniowych. Aktualnie doszło do tego, że rodzice boją się dać dziecku jajko na śniadanie (bo już dwa w tym tygodniu zjadło), ale chętnie przekarmiają je batonikami i czekoladkami. Tak jakby konsumowanie wyrobów cukierniczych nie musiało podlegać żadnym limitom. Tymczasem to właśnie spożycie batoników a nie jajek winno być ograniczone do maksymalnie dwóch tygodniowo! Dlaczego? Ano dlatego, że negatywny wpływ słodyczy na zdrowie jest dobrze udokumentowanym faktem, w przypadku jaj natomiast badania nie dostarczają jednoznacznych wyników. Mówiąc wprost brakuje przekonujących dowodów na to, że zjadanie codziennie trzech lub czterech jaj prowadzi do jakichkolwiek negatywnych skutków zdrowotnych!

Podsumowanie

Świąteczne jaja nie stanowią zagrożenia dla naszego zdrowia i nie trzeba ich sobie odmawiać czy drastycznie ograniczać konsumpcji w obawie przed ich „negatywnym” wpływem na kondycję układu krążenia. Paradoksalnie o wiele groźniejsze mogą się dla nas okazać świąteczne wypieki oraz innego rodzaju słodkości, jakimi obdarowujemy się i częstujemy w okresie świątecznym.