Jak schudnąć? „Najmądrzejsze” porady - część II

Lista „mądrych” porad dotyczących tego jak się efektywnie odchudzać i pojawiających się w kolorowej prasie i na rozmaitych portalach, blogach i forach internetowych jest naprawdę długa. Dlatego też powstała druga cześć artykułu traktującego o popularnych, aczkolwiek niekoniecznie słusznych teoriach mówiących o tym, co trzeba zrobić by pozbyć się nadmiaru tkanki tłuszczowej.

Przeczytaj koniecznie:

Najbardziej ekstremalne diety świata: “dieta ostatniej szansy”

Jedz częstsze, ale mniejsze porcje

W to, że zwiększenie częstotliwości posiłków „przyspiesza metabolizm” i w ten sposób ułatwia odchudzanie wierzą niemal wszyscy. Nawet na studiach, przyszłym dietetykom i lekarzom wkłada się do głowy takie bzdury i to pomimo tego, że brakuje przekonujących dowodów naukowych mogących stanowić dla nich rzetelne referencje. Warto wiedzieć, że przeprowadzono do tej pory wiele badań analizujących to zagadnienie, ale ich wyniki nie wspierają tezy jakoby wyższa częstotliwość posiłków podkręcała tempo przemiany materii i wspomagała odchudzanie. Ich autorzy twierdzą, że takowy efekt po prostu nie występuje.

Jak schudnąć? „Najmądrzejsze” porady - część I

Już w 97 roku zespół francuskich badaczy pod przewodnictwem doktora Bellisle, dokonał skrupulatnego przeglądu dostępnych wyników badań stwierdzając na ich podstawie, że o ile dobowa dawka energii i rozkład makroskładników są w każdym wypadku takie same, to nie ma istotnych różnic ani w tzw. „efekcie termicznym pożywienia” (związanym z tempem przemiany materii), ani we wpływie na tempo utraty masy ciała pomiędzy niską i wysoką częstotliwością posiłków. Również nowsze publikacje naukowe oparte na danych eksperymentalnych niosą za sobą takie same wnioski.

Mit „małych, częstych posiłków” wziął się prawdopodobnie z badań wykonywanych na zwierzętach i został sprytnie podłapany przez przemysł spożywczy, któremu jak wiadomo zależy byśmy jedli częściej bo w praktyce i tak... zjemy więcej! Nie ma co wierzyć obiegowym teoriom i łudzić się, że dodanie kilku kolejnych posiłków na rzecz zmniejszenia ich kaloryczności jest uniwersalnym sposobem na to by pozbyć się nadmiarowych kilogramów.

Nie łącz białek i węglowodanów

Diety rozdzielne mają bardzo długą historię i do dziś cieszą się sporym zainteresowaniem wśród osób chcących schudnąć. Szczególnie dużą popularnością cieszy się pogląd, który mówi, iż nie należy łączyć ze sobą pokarmów będących źródłem węglowodanów z pokarmami dostarczającymi białka. Oznacza to, że np. kaszę jemy w innym posiłku niż mięso. Zdaniem autorów tych zaleceń, czy też ich entuzjastów spożywanie protein i „węgli” w tym samym czasie jest wbrew ludzkiej naturze ponieważ upośledza przebieg procesów trawienia i wchłaniania. Czy faktycznie jednak zostaliśmy tak zaprojektowani, że nie umiemy sprawnie rozkładać różnych wielkocząsteczkowych składników pokarmowych?

Tak naprawdę zdolność ludzkiego organizmu do efektywnego trawienia rozmaitych połączeń skrobi, tłuszczy i białek w tym samym czasie nie ulega żadnej wątpliwości, a fakt że jesteśmy do tego znakomicie zaadaptowani można wykazać sięgając do podręcznika fizjologii. Enzymy amylolityczne, lipolityczne i proteolityczne uwalniane są jednocześnie przez trzustkę, a ich swoista mieszanka dostaje się do jelita cienkiego w tym samym czasie. Dzieje się tak niezależnie od tego czy zjemy samo białko czy same węgle. I już ten fakt urywać powinien wszelkie spekulacje. Ale to nie koniec. Entuzjaści „niełączenia” pokarmów przekonują, że tego typu zabiegi mają udokumentowany, korzystny wpływ na proces redukcji tkanki tłuszczowej. Niestety i to uzasadnienie jest błędne.

Badania przeprowadzone przez grupę naukowców z Kliniki Chorób Wewnętrznych Szpitala Uniwersyteckiego w Genewie dowiodły, że rozdzielanie białek i węglowodanów nie jest skuteczniejsze w odchudzaniu niż spożywanie posiłków w konwencjonalnym, łączonym zestawieniu. Mało tego okazało się, że uczestnicy odżywiający się dietą rozdzielną schudli trochę mniej niż osoby z grupa diety porównawczej, (różnice nie zostały uznane jednak za istotne statystycznie). Tak więc, niełączenie białek i węglowodanów w kontekście tempa jest po prostu pozbawione sensu.

Owoce jedz tylko do południa

Tak naprawdę trudno powiedzieć skąd dokładnie wzięło się przekonanie, iż w celu pozbycia się tkanki tłuszczowej należy ograniczyć czasowo spożycie owoców w taki sposób by przypadały tylko na pierwszą połowę dnia. Zalecenie to bywa powielane przy różnych okazjach i utrwaliło się w powszechnym przekonaniu zarówno wśród osób odchudzających jak i - chcących po prostu zdrowo się odżywiać. Nierzadko wtórują mu także trenerzy, lekarze i dietetycy. Czy jest jednak rzetelne uzasadnienie dla tego przykazu?

Zalecenie by ograniczać spożycie owoców do pierwszej połowy dnia bywa uzasadniane na dwa sposoby. Z jednej strony, chodzić ma o indeks glikemiczny owoców, który (jak przekonują entuzjaści powyższej teorii), jest zawsze wysoki. W myśl powyższej zasady pokarmy o wysokim IG należy jeść rano, by mieć szansę „spalić” dostarczone cukry (bo wieczorem takiej szansy – podobno – nie ma). Z drugiej strony, osoby propagujący zasadę „jedzenia owoców do południa” powołują się na zawiłe zależności dotyczące „dobowej aktywności enzymów”, które to uczestniczą w rozkładaniu pokarmu i które podobno lepiej pracują w godzinach dopołudniowych. Oba wytłumaczenia są ciekawe, ale nijak się mają do rzeczywistości.